krok nad przepaścią orla perć
Ciekawe części szlaku i piękne widoki ze szczytów. 3 osobowa wyprawa Murowaniec-Orla Perć-Kuźnice.Muzyka:Mike Kelleher - Espionage
Координати. Маркування маршруту Шлях спускається з Козєго Вєрху Карта Орльої Перці Шлях спускається з Козіх Чубів Шлях на Козїм Вєрху
Po drodze musimy pokonać owiany wieloma legendami słynny krok nad przepaścią. A jest to szczelina na Skrajnej Sieczkowej Przełączce W zimie Orla Perć zmienia się w bardzo trudny szlak, dostępny wyłącznie dla bardzo doświadczonych osób i z asekuracją.
V polovině června volám Jonášovi s úmyslem zmermomocnit jej na přechod Roháčů během prodlouženého víkendu 4.7. – 7.7. 2001 a on mi sděluje, že v…
Krótka relacja wideo z przejścia całej grani Orlej Perci w piękne słoneczne popołudnie 28 lipca 2020 .Tego samego dnia zanim udałem się na Orlą Perć zrobiłem
nonton film blue is the warmest color i follow rivers. Równo sto lat temu, w 1906 r., ks. Walenty Gadowski wraz z Klimkiem Bachledą wymalowali na Zawracie ostatnie czerwone znaki kończące szlak turystyczny wiodący przez grzbiet Wołoszyna, Buczynowe Turnie, Granaty i Kozie Wierchy. W ten sposób dobiegły do pomyślnego finału prace nad stworzeniem Orlej Perci. Przez trzy lata ksiądz i zatrudnieni przez niego górale, idąc od Wodogrzmotów Mickiewicza, malowali znaki, rąbali stopnie, zakładali klamry i łańcuchy. Ks. Gadowski żył długo, w 1952 r., cztery lata przed śmiercią, jako stateczny 91-latek wszedł w towarzystwie kleryków na Zawrat, gdzie tłum turystów, który rozpoznał dobrodzieja po koloratce, przywitał go oklaskami w dowód uznania dla kondycji leciwego kapłana. Orla Perć prowadzi dziś tylko od przełęczy Krzyżne (Wołoszyn to ścisły rezerwat zamknięty dla turystów), za to często zalicza się do niej i Świnicę. "Podobłoczny ten szlak wspina się na strome zręby licznych turni, nad przepaściami, a dzięki pomocy umieszczonych w trudniejszych miejscach ubezpieczeń, pozwala pokonać wiele nieprzebytych na pozór ścian i kominów", pisze Tadeusz Zwoliński w przewodniku sprzed 55 lat. Słowa aktualne do dziś, ale ruch na tych ścianach i w kominach jest teraz czterokrotnie większy. To w dużej mierze właśnie za sprawą tłumów przewalających się tą podniebną trasą, na Orlą Perć i drogi dojścia do niej przypada lwia część wypadków zdarzających się latem w naszych Tatrach. Zwyczajny tydzień Miesiąc temu, 22 czerwca, z Granatów na Krzyżne idzie dwoje turystów z Węgier. W rejonie przełęczy Pościel Jasińskiego (od nazwiska kłusownika z Poronina, który zabłądził tam, nocował, wreszcie spadł w przepaść i zginął) kobieta traci równowagę na starym śniegu i leci 200 m do doliny Pańszczycy. Zszokowany partner przez telefon błędnie zawiadamia TOPR, że jego towarzyszka spadła do Buczynowej Dolinki (czyli na drugą stronę Orlej Perci) i rusza w dół, by jej pomóc. Wkrótce sam osuwa się stromym żlebem. Jest pokaleczony i poobijany, ale rany nie są groźne dla życia. Tymczasem śmigłowiec przeszukuje obie strony grani, wreszcie znajduje turystkę. Ratownicy zjeżdżają z pokładu na linach, znoszą ją na miejsce dogodniejsze do lądowania. Obrażenia są jednak ciężkie, kobieta umiera w zakopiańskim szpitalu. Tego samego dnia dwie dziewczyny schodzą Zawratem z Orlej Perci na Halę Gąsienicową. W złych butach, z przemoczonymi nogami, grzęzną w stromych śniegach. Wyczerpane boją się zrobić choćby krok. Dzięki komórkom, nieocenionym, gdy trzeba wezwać pomoc, ratownicy docierają do nich na tyle szybko, że chronią je przed noclegiem pod gołym niebem. Dwa dni później na trasie ze Świnicy na Zawrat turystka zsuwa się po śniegu i leci na stronę Pięciu Stawów. Szybki desant ratowników ze śmigłowca, pierwsza pomoc, zniesienie rannej na noszach w teren nadający się do lądowania, transport do szpitala. - Turystka może mówić o ogromnym szczęściu. Mimo prawie 150 m upadku po skałach i śniegu, doznała tylko niegroźnych otarć i potłuczeń - ocenia Adam Marasek, zastępca naczelnika TOPR. Po trzech kolejnych dniach z Zawratu spada turystka z Niemiec. Ciężko potłuczoną, z poranioną głową, zabiera śmigłowiec. Następny dzień - upadek kobiety z Koziej Przełęczy do Koziej Dolinki. Złamanie nogi, śmigłowiec, szpital. Dzień później - kolejna dziewczyna zlatuje po śniegu między Świnicą a Zawratem i trafia do szpitala. Lęk odbiera siły To był zapis tylko jednego tygodnia na Orlej Perci. Dużym utrudnieniem dla turystów jest letni śnieg, który często przykrywa łańcuchy ubezpieczające. Nawet teraz, w drugiej połowie lipca, ostrzegają przed tym komunikaty Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. W sierpniu 2005 r. turystka pośliznęła się na Granackiej Przełęczy i zleciała do Pańszczycy. Otwarte złamania, rany głowy, wykrwawienie - na szczęście szybki transport śmigłowcem ratuje jej życie. W 1998 r., w czerwcu, grupa turystów telefonuje do TOPR, że ich koleżanka usiadła, by odpocząć, przechyliła się i poleciała w przepaść. Ratownicy zaczynają poszukiwania, wieczorem w Buczynowej znajdują zwłoki. Turystka, siadając, na moment puściła łańcuch. Na przepaścistej grani plecak, nawet niezbyt ciężki, łatwo pozbawił ją równowagi i spadła z wysokości 200 m. Utrata równowagi, pośliźnięcie, potknięcie, zejście ze szlaku - wszystko to przytrafia się turystom w całych Tatrach, ale na Orlej Perci znacznie częściej ma fatalne skutki. Starzy ratownicy do dziś pamiętają lipcowy tydzień, 40 lat temu, w 1966 r. Najpierw turysta pośliznął się i runął 300 m z Granackiej Przełęczy do Pańszczycy. Parę dni potem, też do Pańszczycy, spadł z Małej Buczynowej Turni 14-letni uczeń. Z tej doliny przez lata ratownicy znieśli już dziesiątki ciał. W lipcu 1980 r. turysta pośliznął się na Granackiej Przełęczy i zjeżdżając po śniegu, potrącił mężczyznę. Obaj runęli żlebem do Pańszczycy. Jeden zginął, drugi, ciężko ranny, cudem ocalał. W 1998 r. tuż obok wspinaczy pokonujących ścianę Zadniego Granatu przeleciał mężczyzna. Gdy ciało zniesiono z gór, żona relacjonowała, że po prostu pośliznął się i po chwili zniknął jej z oczu. Takie wypadki są typowe dla Orlej Perci, bo z nadzwyczaj stromych, wysokich ścian jest gdzie spadać. Szlak jest bardzo eksponowany, często stawia się nogi na nikłych półkach skalnych lub na klamrach, mając pod sobą kilkadziesiąt metrów powietrza. Świadomość, że obsunięcie się stopy lub wypuszczenie łańcucha z ręki może oznaczać śmiertelny wypadek, odbiera pewność ruchów. Takie miejsca jak niemal pionowe podejście na Kozie Czuby czy drabinka do Koziej Przełęczy, kończąca się nad przepaścią przy gładkich ścianach, wymagają bądź braku lęku wysokości, bądź (częściej) wmówienia sobie, że go nie odczuwamy. Granie szczytowe są wąskie, po obu stronach ograniczone parusetmetrowymi ścianami. Zdarzają się nieprzyjemne miejsca bez zabezpieczeń, które trzeba pokonać, wiedząc, że utrata równowagi grozi stoczeniem się w niewidoczną przepaść podcinającą dość łagodne zbocze. W październiku w podobnym miejscu Orlej Perci, na Koziej Przełęczy Wyżniej, 21-letni turysta stracił równowagę i na oczach kolegów zsunął się w stronę Dolinki Pustej. Nie miał szans, stok kończył się stumetrową przepaścią. Kilka tygodni wcześniej, niemal w ten sam sposób, z tego samego miejsca spadła kobieta. Niestety, skutek również był identyczny. Pułapka ciągle czeka Cała Orla Perć z wyjątkiem rejonu Buczynowej Turniczki (2060 m) przebiega powyżej 2100 m kulminacja to Świnica (2301 m) i Kozi Wierch (2291 m). Dla części turystów kilkugodzinny pobyt na tej wysokości jest już odczuwalny, szybciej się męczą, serce wali, oddech staje się płytki. - Na tym szlaku nigdy nie ma dosyć uwagi. To jedna z najbardziej "honornych" tras turystycznych. Zdarzało się, że wieczorami kończyłem jakieś drogi wspinaczkowe właśnie na Orlej Perci. Zejścia bywały bardzo trudne, musieliśmy uważać na każdy krok - mówi Michał Jagiełło, dyrektor Biblioteki Narodowej, ratownik, taternik i pisarz. Orla Perć wyczerpuje fizycznie i psychicznie, jeden fałszywy krok grozi nieszczęściem. Na zboczu Niebieskiej Turni uprzejmy turysta starszej daty odchylił się w bok, by zrobić miejsce kobietom idącym z przeciwka. Poleciał w przepaść i zginął. W pobliżu tego miejsca zagorzały fotoamator zszedł kilka metrów ze szlaku, chcąc zrobić efektowne ujęcie Niebieskiej Przełęczy. Upadek, ciężkie potłuczenia, urazy miednicy i klatki piersiowej. Gdy więc nareszcie, tak jak w okolicach Granatów i Buczynowych Turni, pojawiają się łagodniejsze zbocza, to choć wiemy przecież, że trzeba uważać na znaki, zdarza się, iż zamiast zygzakującego, skalistego, bezlitosnego dla zmęczonych nóg szlaku wybierzemy pochyłe trawniki. Są gładkie, dogodniej sprowadzają z góry - ale upadek na tych śliskich trawkach oznacza coraz szybsze zsuwanie się w dół i wreszcie lot w przepaść. Tak jak zdarzyło się to w październiku na Małej Buczynowej Turni turyście, który szczęśliwie zatrzymał się nad progiem skalnym. Ratownik zjechał na linie z wiszącego śmigłowca i wciągnął rannego na pokład. Częściej szczęścia niestety brakuje. 95 lat temu w sierpniu Jan Drege wraz z dwiema siostrami postanowił zejść z Granatów do Gąsienicowej żlebem, któremu później nadano jego nazwisko. Gdy zaczęło się robić stromo, siostry zostały (by następnego dnia wrócić do czerwonych znaków i ocalić życie), on nadal szedł w dół, wreszcie runął z ponadstumetrowego progu. Żleb Drege'a, określany w przewodnikach jako "śmiertelnie groźny", stanowi przemyślną pułapkę, bo w którymś momencie staje się zbyt stromy, by można było wrócić drogą, którą się pokonało. Pozostaje więc tylko marsz na dół - zwłaszcza że kosówki nad Czarnym Stawem są coraz bliżej, a w dół wciąż jakoś daje się zsuwać i lądować na kolejnych półeczkach. Do czasu. Trzy lata po śmierci Drege'a w żleb znowu weszła trójka turystów, brat, siostra i jej koleżanka. Scenariusz się powtórzył z tą różnicą, że tym razem to znajoma rodzeństwa ruszyła w dół i rozbiła się o piargi. Brat z siostrą byli już za nisko i nie mogli wrócić na Orlą Perć. Spędzili w żlebie pięć dni i nocy, wołając o pomoc. Turyści wędrujący nad Czarnym Stawem widzieli ich i słyszeli, nawet odpowiadali okrzykami, ale nie przyszło im do głowy, że tych dwoje ludzi w żlebie umiera. W końcu skrajnie wyczerpane rodzeństwo zaczęło schodzić. Brat runął w przepaść, na półce skalnej nad przewieszką została samotna kobieta, półprzytomna z głodu i przerażenia. Ratownicy z Mariuszem Zaruskim zjechali do niej na linach szóstej nocy, której pewnie już by nie przetrzymała. Śmiertelne wypadki w tym miejscu zdarzały się przez lata. W 1999 r. w lipcu podczas burzy kolejna trójka turystów, mężczyzna i dwie kobiety, chcąc jak najszybciej dotrzeć do schroniska, zaczęła schodzić żlebem Drege'a. Tym razem jednak w porę zrozumieli, że grozi im śmierć, pułapka się nie zamknęła, zatrzymali się, skorzystali z komórek. Ratownicy dotarli do nich następnego dnia. O jedną wyprawę za dużo Na wysokości 2000 m łatwo o załamanie pogody. Wyprawa z dreszczykiem zamienia się wtedy w rozpaczliwą walkę o życie na śliskich skałach. 20 lat temu w styczniu 1986 r. z Murowańca na Granaty ruszyło czterech młodych taterników, którzy tego samego dnia przyjechali nocnym pociągiem z Warszawy. Nie chcieli przenocować w schronisku i pójść w góry następnego ranka. Ale po południu, gdy byli już wysoko, spadła temperatura, wicher i zamieć odbierały siły. Doszło do tego zmęczenie nocną podróżą i wędrówką. Postanowili się wycofać, niestety dwóch z tej czwórki zmarło z wyczerpania. Jednym z nich był mój młodszy kolega, Tadek, z którym pięć lat wcześniej kończyłem kurs skałkowy. W jednym zespole uczyliśmy się wtedy wspinać. Tadek był silnym i spokojnym taternikiem, nie mogłem uwierzyć, że zginął w taki sposób. Zostawił młodą żonę, Urszulę, poznaną na tym samym kursie wspinaczkowym, i trzymiesięcznego synka. - Byłam karmiącą matką, nie pojechałam więc z Tadkiem w góry. Milicja przyszła do domu i powiedziała, co się stało - mówi dziś Ula. Potem już się nie wspinała, udało się jej też uchronić przed tym syna... Tę tragedię opisał Michał Jagiełło w swym "Wołaniu z gór". "Dwóch młodych ludzi umarło tej nocy: jeden w pobliżu schroniska, drugi w ścianie. Czy tak właśnie musiało się stać?", pyta Jagiełło. Śpiesz się powoli Miłośnicy Tatr stale dyskutują, który szlak turystyczny z "kanonicznej trójki" jest najtrudniejszy. Rysy, wiadomo, najwyższe, ponad 2500 m (ze szczytowym triangułem); Przełęcz pod Chłopkiem (2307 m) - w niektórych miejscach bardzo wymagająca technicznie. Orla Perć jest jednak najbardziej eksponowana, suma wejść i zejść daje największe nagromadzenie trudności, wymagające dużej wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Wreszcie jest to jedyny z tych trzech szlaków, którego nie można pokonać w ciągu jednego dnia. Samo osiągnięcie Orlej Perci np. od Krzyżnego wymaga prawie czterech godzin marszu z Hali Gąsienicowej. Krócej trwa podejście z Gąsienicowej na Zawrat, ok. trzech godzin. Ale do Gąsienicowej też trzeba dojść, co z Kuźnic zajmuje prawie dwie godziny. Najlepiej więc wjechać na Kasprowy (latem jakieś dwie godziny stania w kolejce do kolejki i niespełna pół godziny jazdy), skąd w dwie i pół godziny dotrzemy na Świnicę. Pamiętajmy, by zabrać rękawiczki (przydatne na łańcuchach) i oczywiście wodę, bo na Orlej Perci nie ma strumyków, a śnieg pakowany do butelek na wysokości ponad 2100 m topi się nieznośnie wolno. Czasy przejścia Orlej Perci podawane w przewodnikach są różne (ze Świnicy na Krzyżne 8-9 godzin, z powrotem o 15-20 minut dłużej). Wbrew temu, co deklarują ich autorzy, nie odnoszą się one jednak do możliwości przeciętnego turysty, lecz odpowiadają szybkości wysportowanego mężczyzny, który idzie pewnie, bez lęku i wahań, w piękną pogodę, po suchej skale. I w dodatku nie odpoczywa na szlaku oraz nie stoi w kolejce do klamer i łańcuchów, co przy trudniejszych kominach na Orlej Perci jest nagminne. Czyli czasy te mają mało wspólnego z rzeczywistością. Tak naprawdę konia z rzędem temu, komu przejście Orlej Perci zajmie mniej niż 11 godzin. Zwłaszcza gdy bezpiecznie chce się pokonać jej najtrudniejszy odcinek, od Skrajnego Granatu po Krzyżne, z którego nie ma jak zejść przed końcem drogi i trzeba zacząć go do godz. 16, jeśli się chce wyjść z gór przed nocą. "Ta część Orlej Perci należy chyba do najtrudniejszych odcinków całej trasy. Kruchość terenu powoduje, że po każdej ulewie ten podniebny szlak jest częściowo zniszczony, znikają pracowicie układane stopnie. Ubezpieczona łańcuchami i klamrami perć kluczy w dużej ekspozycji i prowadzi terenem - zdawałoby się - zbyt trudnym jak na możliwości turysty", czytamy w "Wołaniu z gór". Poza wszystkim trudno przejść Orlą Perć, nie kładąc się na szczycie Zamarłej Turni i nie wystawiając głowy nad 140-metrowe urwisko, gdzie wspinają się taternicy. Trudno nie sprawdzić, czy podparty zapałkami potężny głaz na Zmarzłej Przełęczy będzie się chwiał, czy też nadal wytrzyma nacisk naszego ramienia. Trudno nie podziwiać ze szczytu Koziego Wierchu helikoptera, kręcącego się 100 m pod nami nad Zawratem lub bez chwili zastanowienia zrobić krok nad niezgłębioną przepaścią na Granatach. A to wszystko zajmuje czas. Orla Perć nie jest łatwa, ale nie przesadzajmy. W ubiegłym roku widziałem tam mocno starszą panią z laseczką, oczywiście w dobrych butach, podtrzymywaną chwilami przez wnuka, który przy łańcuchach odbierał od niej tę laseczkę. Szła Czarnymi Ścianami niespiesznie, acz pewnie. Więc jednak można. Jak wezwać pomoc w górach Jeśli potrzebujemy pomocy TOPR, dzwońmy pod numery: 0-601-100-300 lub (18) 206-34-44 Wołanie o pomoc stanowią też jakiekolwiek znaki: świetlne, głosowe czy np. machanie kurtką, dawane sześć razy na minutę. Potwierdzeniem, że nasze sygnały zostały zrozumiane lub że my zrozumieliśmy innych, są znaki dawane trzy razy na minutę.
Orla Perć to najtrudniejszy szlak Polskich Tatr, wiodący boczną granią Tatr lub w jej pobliżu na odcinku od Przełęczy Zawrat (2159 m do Przełęczy Krzyżne (2112 m Przy złych warunkach (mokra skała, śnieg, oblodzenie) – szczególnie trudny. Zawiera fragmenty ubezpieczone łańcuchami, klamrami, drabinkami. Jednostronny na odcinku Zawrat — Kozi Wierch. Z Zawratu szlak wiedzie w stronę Małego Koziego Wierchu, Zmarzłych Czub na Zamarłą Turnię i Kozią Przełęcz (słynna drabinka). Dalej na Kozie Czuby, Wyżnią Kozią Przełęcz i Kozi Wierch (eksponowany odcinek). Za Kozim Wierchem przewija się raz na południową, raz na północną stronę grani, następnie trawersuje Czarne Ściany po stronie zachodniej i wiedzie granią Granatów lub w jej pobliżu (słynny „krok”). Na Granackiej Przełęczy skręca w prawo i prowadzi przez Orlą Basztę, Pościel Jasińskiego, Buczynowe Turnie, Turnię Ptak, Kopę nad Krzyżnem i Krzyżne, ściśle granią lub – częściej — trawersując południowe zbocza masywu (z niewielkimi wyjątkami na przykład w pobliżu Wielkiej Orlej Turniczki, gdzie trawersuje po północnej części grani). Jej przejście zajmuje około 6 godzin, ale uzależnione jest od ruchu na szlaku, warunków i naszej kondycji. Trzeba także doliczyć czas potrzebny na dojście na szlak i powrót. Warto rozważyć podzielenie tego przejścia na dwa etapy. W niniejszym tekście prezentujemy siedem, naszym zdaniem, bardzo ważnych tematów związanych z Orlą Percią, poczynając od jej historii, na kultowych miejscach kończąc. Mamy nadzieję, że zawarte tu informacje będą ciekawym uzupełnieniem tradycyjnego opisu tego szlaku, z którego — ze względu na mnogość tego typu publikacji: opisy w prasie, książkach i internecie, mapa, przewodnik — celowo rezygnujemy. Mamy natomiast nadzieję, że sporo informacji tu zawartych będzie dla was nowych, inspirujących lub po prostu ciekawych. HISTORIA Z historią Orlej Perci kojarzone jest przede wszystkim nazwisko księdza Walentego Gadowskiego, miłośnika Tatr i głównego orędownika wytyczenia tego wysokogórskiego szlaku. Urodził się on w 1861 roku w Nowym Wiśniczu. Do Zakopanego trafił dwadzieścia lat później jako kleryk, by podreperować zdrowie i wyleczyć płuca. Pobyt zakończył się nie tylko powrotem do zdrowia, ale także zauroczeniem Tatrami. Gadowski był człowiekiem zdecydowanym i konsekwentnym. Cenił sobie hart ducha i trenowanie ciała. Dla swoich uczniów organizował liczne wycieczki w góry — była to część jego programu wychowawczego. Nazywano go niekiedy „żelaznym księdzem”. Być może ze względu na „żelazną” wolę, a może na skutek wynoszenia na plecach „żelastwa” potrzebnego do budowy i ubezpieczenia Orlej Perci. Nie był to zresztą jedyny „żelazny” szlak, jaki wytyczył. W okresie międzywojennym, w 1926 roku, zainicjował budowę pienińskiej „orlej perci”, zwanej też Sokolą Percią, czyli odcinka od Sokolicy do Trzech Koron (obecnie szlak niebieski). Jednak sam pomysł tatrzańskiej Orlej Perci narodził się w głowie Franciszka Henryka Nowickiego. Młodopolski poeta przesłał w 1901 roku władzom Towarzystwa Tatrzańskiego projekt wytyczenia wysokogórskiego szlaku. Miał się on zaczynać przy Wodogrzmotach, a następnie prowadzić przez Wołoszyn, Kozi Wierch, Świnicę, Czerwone Wierchy i kończyć w Dolinie Kościeliskiej. Organizacja, borykająca się z problemami finansowymi, była nastawiona do tego pomysłu dość sceptycznie. Podchwycił go natomiast Gadowski, stając się głównym realizatorem całego projektu. Zdjęcia powyżej: Ksiądz Walenty Gadowski | Turyści na Orlej Perci, lata 30. XX wieku Idee, które przyświecały obu panom, wykraczały, co w ówczesnym czasie nie było niczym nadzwyczajnym, poza motywy turystyczne czy krajoznawcze. Te były oczywiście istotne — Gadowski cenił sobie wielce tatrzańskie panoramy, a górskie widoki były jednym z głównych powodów, dla których wędrował po Tatrach — ale odwoływali się także do dużo bardziej wzniosłych haseł: patriotycznych (wymagający polski szlak na polskiej grani), religijnych (być bliżej Boga) czy filozoficznych (góry uszlachetniają i pozwalają spojrzeć na życie z innej perspektywy). Budowę szlaku rozpoczęto w lipcu 1903 roku przy Wodogrzmotach Mickiewicza od symbolicznego toastu czterdziestoletnim tokajem. Prace trwały trzy lata. Nie wszystko szło jednak jak po maśle. Gadowski borykał się z brakami w funduszach, a także problemami na samej grani, gdzie z trudami mocowania sztucznych ułatwień zmagali się miejscowi górale i przewodnicy. Mimo przeszkód trasę oddano do użytku w 1906 roku (wytyczenie i znakowanie szlaków dochodzących trwało jeszcze przez sześć lat). Obejmowała ona odcinek od Zawratu do Polany pod Wołoszynem. Historyczny moment Gadowski uświetnił zamontowaniem figury Matki Boskiej w ścianie Zawratowej Turni — stoi tam ona do dnia dzisiejszego. Na przestrzeni ponad stu lat Orla Perć ulegała modyfikacjom. Część z nich zdecydowano się wprowadzić już na etapie wytyczania szlaku, jak choćby zmiany na odcinku Granacka Przełęcz — Skrajny Granat spowodowane obrywami. Decyzje o innych podjęto później. W 1925 roku Polskie Towarzystwo Tatrzańskie zlikwidowało przejście Zmarzły Staw — Kozia Przełęcz — Dolinka Pusta. Ponowne oznakowanie tego odcinka miało miejsce dopiero w 1953 roku. Trasę wyznaczono jednak nieco inaczej, rezygnując z drabinki prowadzącej z Koziej Przełęczy na Kozie Czuby, a decydując się na zakosy od strony Pustej Dolinki. Zmiany zaszły także na Małej i Wielkiej Buczynowej Turni — niegdyś szlak prowadził przez ich wierzchołki, obecnie je omija. Najpoważniejsza zmiana nastąpiła natomiast w 1932 roku, kiedy podjęto decyzję o zamknięciu odcinka od Krzyżnego po Polanę pod Wołoszynem, skracając tym samym przebieg Orlej Perci. Masyw Wołoszyna, będący ostoją dla niedźwiedzi, kozic i świstaków, a także dla najwyżej położonego w polskich Tatrach stanowiska limby i dla rzadkiej sosny drzewokosej, jest bardzo cenny pod względem przyrodniczym. Nic więc dziwnego, że już w 1936 roku, staraniem Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, został objęty ochroną i jest obecnie rezerwatem przyrody. Wspomnieć także należy o odcinku od Zawratu do Koziego Wierchu, który od 2007 roku jest jednokierunkowy. U podstaw decyzji podjętej przez TPN był duży ruch i tworzące się tutaj niebezpieczne zatory. Decyzja o wytyczeniu Orlej Perci wzbudziła mieszane uczucia i komentarze. Nie brakowało zarówno gorących zwolenników, jak i przeciwników jej powstania. Kolejne wypadki śmiertelne prowokowały także dyskusje o zamknięciu szlaku, usunięciu asekuracji bądź wymianie jej na metalowe linki, znane z via ferrat. Mimo tego najsłynniejszy polski szlak pozostaje w swoim pierwotnym, historycznym kształcie. I, tak jak sto lat temu, budzi emocje i przyciąga spragnionych wysokogórskich wrażeń turystów. WYPADKI Orla Perć z założenia miała być szlakiem dla turystycznej elity Tatr — ludzi doświadczonych i przygotowanych do wysokogórskich wędrówek. Ale sztuczne ułatwienia zamontowane na tej trasie przyciągają także tych, którzy nie powinni się na niej znaleźć. W związku z tym ciągle dochodzi tu do wielu wypadków, także śmiertelnych. Dzięki kronikom TOPR dysponujemy danymi z lat 1909-2014. W tym czasie na Orlej, a także szlakach dojściowych i przecinających (będziemy je brać pod uwagę w dalszych rozważaniach, dotyczących ostatnich dwudziestu lat) doszło do stu dwudziestu dwóch wypadków śmiertelnych. Stanowi to czternaście procent wszystkich śmiertelnych wypadków w Tatrach w tym okresie (w sumie było ich 872). Najwięcej, bo dwadzieścia zgonów miało miejsce w rejonie Zawratu (przełęcz, żleb i zejście), co stawia go na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o najniebezpieczniejsze punkty Orlej. Druga w tym niechlubnym rankingu jest Kozia Przełęcz, na której doszło do piętnastu wypadków śmiertelnych — o dwa więcej niż na odcinku Świnica-Zawrat. Warto także podkreślić, że szczególnie niebezpieczny jest cały masyw Koziego Wierchu, czyli odcinek Kozia Przełęcz—Kozie Czuby—Przełęcz Wyżnia—Kozi Wierch, na którym we wspomnianym okresie wydarzyły się dwadzieścia cztery wypadki śmiertelne. Nie sposób nie wspomnieć o najgłośniejszych tragediach, które miały miejsce w Żlebie Drege’a, nazwanego tak od nazwiska pierwszego turysty, który stracił w nim życie w 1911 roku. Jest to bardzo zwodnicze miejsce, znajdujące się między Pośrednim a Skrajnym Granatem. Żleb ten, z początku szeroki i niezbyt stromy, dla każdego, kto zabrnie nim zbyt daleko — poruszając się coraz bardziej stromymi stopniami, które kończą się kominem i przewieszonym terenem — stanie się po chwili pułapką bez wyjścia. Tak jak dla trójki turystów, która w 1914 roku szła Orlą Percią na Granaty. Rodzeństwo Maria i Bronisław Bandrowscy i Anna Hackbeilówna, chcąc szybko zejść nad Czarny Staw Gąsienicowy, zapędzili się Żlebem Drege’a w miejsce, z którego nie dali już rady się cofnąć. Po nocy spędzonej pod gołym niebem Anna próbowała przetrawersować w kierunku Żółtej Turni — odpadła i zginęła na miejscu. Rodzeństwo próbowało znaleźć inną drogę. Dotarli nad urwisko — szanse na wydostanie się z pułapki zmalały do zera. Piątego dnia zrozpaczony Bronisław, trawiony gorączką i poczuciem odpowiedzialności za sytuację, w której się znaleźli, rzucił się w przepaść. Kiedy dzień chylił się ku zachodowi, Maria postanowiła iść w jego ślady. Przed krokiem w przepaść powstrzymał ją jednak generał Mariusz Zaruski, który dostrzegł jej sylwetkę znad Czarnego Stawu. Znacznie dokładniejsze dane, uwzględniające wszystkie wypadki (359), a nie tylko te zakończone tragicznie (57) pochodzą z lat 1995-2014. Nie widać tu żadnego trendu ani średniej rocznej liczby zdarzeń — ich rozrzut jest dość duży. Nawet w tym zawężonym okresie są spore różnice tak w liczbie zdarzeń (35 w 2012 roku i 5 w 1995 roku), jak i ofiar (7 w 2007 i 2012 roku i brak w 2009 roku). Analizując dane, nie sposób nie zauważyć, że w latach 1909— 1994, a więc w ciągu osiemdziesięciu pięciu lat, doszło na Orlej do sześćdziesięciu pięciu wypadków śmiertelnych, podczas gdy w ciągu ostatniego dwudziestolecia było ich pięćdziesiąt siedem. Wzrost liczby wypadków wiąże się zapewne z liczbą osób, które wędrują tym szlakiem. Nie ma natomiast konkretnych danych, by ustalić procentowy stosunek ofiar do ogólnej liczby wędrujących tędy turystów, porównać początek XX i XXI wieku i stwierdzić, jaki jest odsetek ludzi dobrze przygotowanych. Zostawmy jednak na boku dywagacje i wróćmy do analizy faktów. Zdaniem ratowników TOPR, poza wspomnianym już natężeniem ruchu na liczbę wypadków znaczny, jeśli nie pierwszorzędny wpływ mają także warunki panujące danego roku na Orlej Perci. Co szósty wypadek, który się tu wówczas wydarzył, zakończył się śmiercią. Trzeba podkreślić, że w latach 2005-2014 wzrosła liczba wypadków (także śmiertelnych) w stosunku do poprzedniego dziesięciolecia. Jakimś pocieszeniem może być natomiast fakt, że stosunek tragedii do ogólnej liczby wypadków w tym okresie zmalał. W latach (1995-2014) najwięcej wypadków miało miejsce w Zawratowym Żlebie (72; uwzględniając przełęcz i zejście na południe było ich łącznie 89), na Krzyżnem (53) i odcinku Świnica—Zawrat (42). Na tym ostatnim najwięcej z nich zakończyło się tragicznie (11), osiem osób zginęło natomiast na Koziej Przełęczy i okolicach Zawratu (przełęcz, żleb i zejście na południe). Niebezpieczny jest także wspomniany już wyżej fragment od Koziej Przełęczy do Koziego Wierchu, gdzie doszło do sześćdziesięciu jeden wypadków, w których zginęło trzynaście osób. Jest to eksponowany i trudny teren, szczególnie nieprzyjemny w czasie nagłego załamania pogody, opadu czy oblodzenia. Podobnie jak Granaty, które dodatkowo są dość skomplikowane orientacyjnie, i przy wystąpieniu powyższych utrudnień, a także mgły czy ograniczonej widoczności, mogą stać się groźną pułapką. Świadczą o tym liczby: w ciągu ostatnich dwudziestu lat doszło tu do dwudziestu dziewięciu wypadków, w których życie straciły cztery osoby. Co ciekawe, w rozpatrywanym dwudziestoleciu znacznie więcej wypadków miało miejsce na szlakach dojściowych niż na samej Orlej Perci (odpowiednio 213 i 146). Podobny był natomiast odsetek ofiar (28 i 29). Błędem jest więc lekceważenie odcinków podejściowych, a także uleganie pokusie rozprężenia podczas zejścia po wydostaniu się z trudnego, eksponowanego szlaku graniowego. Jednocześnie jako przestrogę należy podać smutny fakt, że jeśli już dojdzie do wypadku na samej Orlej Perci, to średnio jeden na pięć zakończy się śmiercią poszkodowanego. Wśród przyczyn wypadków na pierwszy plan wybijają się poślizgnięcia na zalegających płatach śniegu (107) i mokrych bądź oblodzonych skałach (102) — niemal dwie trzecie wszystkich (359). Tatrzańscy turyści zbyt często zapominają o tym, że w wyższych partiach gór, zacienionych żlebach i osłoniętych ścianach śnieg utrzymuje się znacznie dłużej niż w niższych partiach. Nie trzeba więc specjalnych badań, by orzec, że jednym z głównych powodów występowania tego typu wypadków jest brak odpowiedniego sprzętu. Raki, czekan i kask, a także lina do asekuracji z pewnością pozwoliłyby zmniejszyć liczbę zdarzeń. Podobnie jak zestaw do via ferraty na samej grani, który w kluczowych miejscach zabezpieczyłby ślizgającego się turystę przed upadkiem. Poślizgnięcia na mokrej skale miały miejsce głównie w górnej części Zawratowego Żlebu, na Zmarzłej Przełączce Wyżniej, Koziej Przełęczy, wyjściu z Koziej Przełęczy na Kozie Czuby, Koziej Przełęczy Wyżniej, w okolicach Żlebu Kulczyńskiego, w rejonie Granatów i okolicach Orlej Baszty. Wśród innych przyczyn wymienić należy także zabłądzenia (95), zasłabnięcia (21) i zachorowania (12). Stosunkowo rzadkim powodem wypadków są porażenia piorunem, choć należy podkreślić, że i one występują (4), dlatego przed wejściem na Orlą Perć należy zapoznać się nie tylko z panującymi tam warunkami, ale także z prognozą pogody[1]. ASEKURACJA Orla Perć to najtrudniejszy znakowany szlak w polskich Tatrach, ubezpieczony w kluczowych miejscach sztucznymi ułatwieniami. Wie o tym prawie każdy, kto się na niego wybiera, choć oczywiście zdarzają się też ludzie kompletnie nieprzygotowani. Ale nawet ci, którzy mają górskie doświadczenie, skupiają się nazbyt często na ułatwieniach, zamiast na rzeczywistych trudnościach. Bagatelizowany jest także sprzęt potrzebny na Orlą. Dobre buty, ciepła odzież, rękawiczki, apteczka — to podstawowe elementy wyposażenia. Mało kto zdaje sobie sprawę, że TPN i TOPR zalecają także zestaw do pokonywania via ferrat: kask, uprząż i specjalną lonżę z absorberem. Oczywiście Orla Perć nie jest klasyczną „drogą żelazną” znaną z Dolomitów, niemniej jednak sprzęt ten sprawdzi się podczas asekuracji w najbardziej niebezpiecznych i ubezpieczonych metalowymi łańcuchami i drabinkami miejscach. Zestaw do pokonywania via ferrat zwiększy nasze bezpieczeństwo na Orlej Perci. Technikę asekuracji za pomocą zestawu prezentuje Przewodnik IVBV Tomasz Gąsienica Mikołajczyk; fot. Piotr Drożdż Kluczowym elementem zestawu jest lonża z absorberem energii. Ma ona kształt litery Y. Najkrótszy z końców służy do zamocowania lonży do łącznika uprzęży, dwa dłuższe to ramiona zakończone specjalnymi, blokującymi się karabinkami o dużych prześwitach. Ramiona mogą być wykonane z liny lub elastycznej taśmy rurowej. Te pierwsze występują w modelach, w których energia odpadnięcia pochłaniana jest przez linę przeplecioną przez specjalną płytkę (zwiększa drogę hamowania i przejmuje energię). Drugie — w przypadku absorbera ze zszytej w harmonijkę taśmy, która podczas upadku rozrywa się w kontrolowany sposób, zmniejszając impet uderzenia. Celem obydwu rozwiązań jest pochłonięcie części energii, jaka zadziała na nas podczas ewentualnego odpadnięcia, które na via ferratach nie jest szczególnie wskazane. Innymi słowy, dzięki dodatkowemu zabezpieczeniu szarpnięcie spowodowane upadkiem będzie dużo mniejsze, podobnie jak jego skutki. Lonże pozbawione absorbera nie nadają się na Orlą Perć ani żadną via ferratę! Poruszając się fragmentami wyposażonymi w łańcuchy, pamiętajmy, że na jednym odcinku (pomiędzy dwiema kotwami) powinien znajdować się jeden turysta. Oba karabinki powinny być wpięte w łańcuch. Dochodząc do kotwy łączącej dwa odcinki, pamiętajmy, by karabinki przepinać po kolei — wypinamy jeden i zapinamy go na łańcuchu za kotwą, a następnie powtarzamy tę czynność z drugim ramieniem lonży. Niedopuszczalne jest wypinanie obydwu karabinków na raz! Jeżeli chcemy się poruszać Orlą Percią na wiosnę lub jesienią, gdy już lub jeszcze zalegają płaty śniegu, powinniśmy zabrać raki i czekan. Przyda się także lina, którą zaasekurujemy się na stromych podejściach. Stanowiska można wówczas założyć z kotw, do których przymocowane są łańcuchy. Przejścia zimowe, ze względu na trudności i powagę, mają już charakter taternicki, wymagane jest więc obycie z poruszaniem się zimą w terenie eksponowanym, znajomość asekuracji i technik linowych, a także samodzielnego zakładania przelotów i stanowisk. DROGI DOJŚCIOWE / ZEJŚCIOWE Podczas planowania wycieczki Orlą Percią warto poznać wszystkie warianty podejścia, by rozłożyć sobie marsz na etapy, oraz zejścia — na wypadek złej pogody lub innych okoliczności, które zmuszą nas do szybszego opuszczenia grani. Są to: niebieski szlak przez Zawrat z Doliny Suchej Wody Gąsienicowej do Doliny Pięciu Stawów Polskich, żółty szlak z Dolinki Koziej do Doliny Pięciu Stawów Polskich przez Kozią Przełęcz, czarny szlak z Koziego Wierchu do Doliny Pięciu Stawów Polskich, czarny szlak z Przełączki nad Buczynową Doliną do Koziej Dolinki Żlebem Kulczyńskiego, zielony szlak z Zadniego Granatu do Koziej Dolinki, żółty szlak ze Skrajnego Granatu nad Czarny Staw Gąsienicowy, z Doliny Pańszczyca przez Przełęcz Krzyżne do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Hala Gąsienicowa (Murowaniec) — Zawrat Początek na Hali Gąsienicowej (1510 m Początkowo łagodny i przyjemny spacer trawersujący zbocze Małego Kościelca, prowadzący wschodnią stroną Czarnego Stawu Gąsienicowego, wystramia się, wyprowadzając nad Zmarzły Staw. Tu zaczyna się właściwe podejście. W ostatniej części jest trudny technicznie i ubezpieczony łańcuchami, a nachylenie stoku wynosi maksymalnie 40 stopni. Zimą podejście wprost żlebem. Szlak: niebieski Czas podejścia: 2 godz. Czas zejścia: 1 godz. 45 min. Zawrat — Dolina Pięciu Stawów Polskich Przełęcz Zawrat znajduje się w grani bocznej Tatr, pomiędzy Zawratową Turnią a Małym Kozim Wierchem. Zejście do Doliny Pięciu Stawów Polskich jest znacznie łagodniejsze i bez trudności technicznych w porównaniu do szlaku na Zawrat z Doliny Suchej Gąsienicowej. Po drodze przechodzimy przez dwie dolinki składowe Doliny Pięciu Stawów Polskich: Dolinkę pod Kołem oraz Dolinkę Pustą (w jej dolnej części), do której przedostajemy się z tej pierwszej, przecinając grań Kołowej Czuby. Po drodze oglądamy wszystkie pięć stawów — Zadni, Czarny, Wielki, Mały i Przedni. W drugiej części szlaku przecinają go lub odchodzą od niego szlaki boczne wyprowadzające na okoliczne szczyty i przełęcze (na Kozią Przełęcz, Kozi Wierch, Szpiglasową Przełęcz i Krzyżne). Schodzimy do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich i niżej, Doliną Roztoki, do szlaku Palenica Białczańska — Morskie Oko, skąd mamy pół godziny pieszo do Palenicy Białczańskiej. Bez sztucznych ułatwień. Szlak: niebieski Czas podejścia: 2 godz. Czas zejścia: 1 godz. 30 min. Wśród przyczyn wypadków na pierwszy plan wybijają się poślizgnięcia na zalegających płatach śniegu. Na zdjęciu niebezpieczny Żleb Blatona (zdjęcie wykonane 29 maja). Bardzo często wiosną i jesienią turyści nie są odpowiednio przygotowani do takich warunków; fot. Piotr Drożdż Kozia Dolinka – Kozia Przełęcz W górnej części podejście strome, ale bez większych trudności technicznych, wyprowadza na wąską przełęcz. Nachylenie stoku wynosi tam około 43 stopni. Bez sztucznych ułatwień. Szlak: żółty Czas podejścia: 40 min. Czas zejścia: 25 min. Kozia Przełęcz — Dolina Pięciu Stawów Polskich (schronisko) Trudny technicznie, eksponowany szlak trawersujący zbocze Kozich Czub. Przy mokrej i śliskiej skale przejście dla mniej doświadczonych turystów niewskazane. Za to przy dobrych warunkach można obserwować taterników wspinających się na południowej ścianie Zamarłej Turni. Przejście ułatwiają liczne łańcuchy — cały górny odcinek szlaku od Koziej Przełęczy (2137 m jest nimi ubezpieczony. Zimą wprost żlebem. Szlak: żółty Czas podejścia: 2 godz. Czas zejścia: 1 godz. 25 min. Dolina Pięciu Stawów Polskich — Kozi Wierch To szlak wiodący Doliną Pięciu Stawów Polskich na najwyższy szczyt znajdujący się całkowicie po stronie polskiej — Kozi Wierch (2291 m Zaczyna się nieopodal Wielkiego Stawu Polskiego, w miejscu zwanym Nowym Solniskiem. Początkowo wiedzie dość łagodnym terenem, pod koniec nastromienie wynosi około 25 stopni. Jest to najłatwiejszy spośród szlaków wyprowadzających na ten szczyt — bez trudności technicznych oraz sztucznych ułatwień. Od południowej strony, którą podchodzimy, Kozi Wierch jest bowiem znacznie łagodniejszy niż od północnej oraz zachodniej. Szlak przez ponad połowę długości prowadzi wzdłuż Szerokiego Żlebu, na końcowym odcinku łącząc się z czerwono znakowaną Orlą Percią. Szlak: czarny Czas podejścia: 2 godz. Czas zejścia: 1 godz. 40 min. Kozia Dolinka — Żleb Kulczyńskiego Krótki, ale wymagający odcinek szlaku wyprowadzający z Koziej Dolinki (1940 m Żlebem Kulczyńskiego na Przełączkę nad Buczynową Doliną w Orlej Perci. Na odcinku wiodącym żlebem jest stromy, ubezpieczony łańcuchami. Czarny szlak odbija od zielonego, wiodącego na Zadni Granat za Zmarzłym Stawem. Należy zwrócić szczególną uwagę na znaki, w kilku miejscach łatwo bowiem zejść z właściwej trasy, co może skończyć się „zapchaniem” w Rysę Zaruskiego. Szlak: czarny Czas podejścia: 40 min. Czas zejścia: 30 min. Kozia Dolinka — Zadni Granat Wygodne, bez większych trudności technicznych podejście na sam szczyt Zadniego Granatu (2240 m Bez ułatwień technicznych. Szlak: zielony Czas podejścia: 1 godz. 20 min. Czas zejścia: 50 min. Czarny Staw Gąsienicowy — Skrajny Granat Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym odchodzi od niebieskiego szlaku trasa Hala Gąsienicowa—Zawrat i wiedzie w górę, wyprowadzając na grań nieco poniżej Skrajnego Granata. Szlak osiągamy bez większych trudności technicznych, choć miejscami pokonujemy dość stromy teren. Bez sztucznych ułatwień. Szlak: żółty Czas podejścia: 1 godz. 20 min. Czas zejścia: 1 godz. Hala Gąsienicowa (schronisko Murowaniec)—Krzyżne Po początkowym odcinku prowadzącym od Murowańca przez las szlak przecina Zadni Upłaz — grań odchodzącą od Żółtej Turni. Schodzimy do Doliny Pańszczyca, jednego z najbardziej odludnych i cichych zakątków walnej Doliny Suchej Wody Gąsienicowej. Czeka nas przejście przez Pańszczyca obok Czerwonego Stawu. Przed nami od wschodu masyw Koszystej kulminujący w Waksmundzkim Wierchu, następnie Przełęcz Krzyżne, Kopa nad Krzyżnem, Turnia Ptak i Buczynowe Turnie. Po prawej masyw Żółtej Turni. Ścieżka zaczyna wznosić się coraz bardziej stromo aż na Krzyżne, gdzie nastromienie wynosi około 35 stopni. Nad Krzyżnem znajduje się punkt zwornikowy, od którego odchodzą trzy granie. Krzyżne stanowi jednocześnie zakończenie Orlej Perci. Bez sztucznych ułatwień. Szlak: żółty Czas podejścia: 2 godz. 45 min. Czas zejścia: 2 godz. 30 min. Widok z Koziego Wierchu; fot. Leszek Jaćkiewicz Przełęcz Krzyżne—Dolina Pięciu Stawów Polskich Zejście na południową stronę grani. Początkowo jest dość stromo (około 35 stopni), ale bez trudności technicznych podchodzimy ścieżką wiodącą zakosami, która następnie trawersuje próg Dolinki Buczynowej, by — już łagodniej — zejść na dno Doliny Pięciu Stawów Polskich. Zakończenie szlaku znajduje się przy Wielkim Stawie Polskim. Stąd niebieskim szlakiem możemy w ciągu piętnastu minut dojść do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Bez sztucznych ułatwień. Szlak: żółty Czas podejścia: 2 godz. 20 min. Czas zejścia: 2 godz. CO WIDAĆ Z ORLEJ PERCI? Po co na tę Perć? Nie tylko dla pokonania trudnego technicznie szlaku, ale żeby nacieszyć oczy tym, co widać. Bo Orla Perć — jak to grań — pozwala zajrzeć na dwie strony masywu. A jest na co popatrzeć. Na całym szlaku po obu stronach grani mamy dwie walne doliny: Suchej Wody Gąsienicowej (od północy) i Białki (od południa). Podczas marszu odsłaniają nam się ich kolejne doliny składowe. Cały szlak pod względem widokowym można podzielić na dwa odcinki: Zawrat — Skrajny Granat oraz Skrajny Granat — Krzyżne. Na pierwszym odcinku grań zawija wokół kotła Czarnego Stawu Gąsienicowego i tę część Doliny Suchej Wody Gąsienicowej widzimy pod nami od strony północnej, od południowej zaś — Dolinę Pięciu Stawów Polskich. Na drugim odcinku od północnej strony zaglądamy do Doliny Pańszczyca, stanowiącej jedną z dolin składowych Suchej Wody Gąsienicowej, od południa widzimy już nie tylko Pięć Stawów, ale też całą Dolinę Roztoki, wraz z ograniczającymi ją masywami i dalej położonymi szczytami, takimi jak Lodowy, Gerlach, Rysy, Wysoka, Wielki Mięguszowiecki Szczyt, Cubryna, Mur Hrubego czy Krywań. Z niektórych miejsc Orlej Perci widać południowe stoki Tatr Bielskich oraz szczyty Tatr Zachodnich, na czele z Beskidem, Kasprowym Wierchem, Giewontem, Czerwonymi Wierchami i dalszymi, granicznymi i słowackimi masywami. Panorama z Orlej Perci stanowi jedną z najciekawszych w całych Tatrach. Zawrat Możemy przede wszystkim zajrzeć w głąb Dolinki pod Kołem i obejrzeć Zadni Staw Polski — ten, który jest niewidoczny z rejonu schroniska w Pięciu Stawach. Zatem przed oczami mamy najbardziej odległy i schowany zakątek Pięcistawów oraz jego ograniczenie — fragment głównej grani Tatr odchodzący od Świnicy przez Walentkowy, Cichy i Gładki Wierch, Gładką Przełęcz Kotelnice, Kostury po Szpiglasowy Wierch, Miedziane, dalej Pośredni Wierszyk, Cubrynę, Wielki Mięguszowiecki Szczyt, Rysy, Wysoką, Ganek, Gerlach, a na kolejnym planie — między innymi Hruby, Szczyrbski i Szatana. Widać też ograniczającą Dolinkę pod Kołem, Kołową Czubę i trawersujący ją szlak zejściowy. Kozi Wierch Najwyższy szczyt Polski położony całkowicie w granicach kraju (2291 m Przy dobrej przejrzystości powietrza widok z niego stanowi jeden z najbogatszych w Tatrach. Rozległa panorama na wszystkie strony świata. Skrajny Granat Jesteśmy na szczycie zwornikowym i dzięki temu mamy wgląd w trzy doliny oraz ich otoczenie: Pięciu Stawów, Pańszczyca i Gąsienicową. Zajrzymy także od góry w dziką Dolinę Buczynową, zawieszoną wysoko nad Doliną Roztoki. Krzyżne Widok należy do najwspanialszych w Tatrach. Pod nami głęboko wcięta zielona Dolina Roztoki, której dnem płynie, a raczej spada Potok Roztoka. Możemy podziwiać łagodnie wyprofilowane przez lodowiec U-kształtne dno Roztoki oraz — na prawo — rozległą Dolinę Pięciu Stawów Polskich stanowiącą jej najwyższe piętro. Do tego przeciwległe otoczenie Pięcistawów, nie tylko zamykające dolinę masywy Opalonego i Miedzianego, ale też dalsze plany coraz bledszych szczytów — niemal kompletną panoramę całych Tatr Wysokich. Z drugiej strony mamy pod sobą Dolinę Pańszczyca — cichą, odludną, zamkniętą od zachodu piramidą Żółtej Turni, a od wschodu — masywem Koszystej. Jeśli wyjdziemy na punkt zwornikowy kilkanaście metrów powyżej przełęczy, będziemy mogli zajrzeć do odludnej, dzikiej (rezerwat ścisły) Doliny Waksmundzkiej zamkniętej ramionami Kończystej i Wołoszyna. NAJSŁYNNIEJSZE MIEJSCA Są na Orlej Perci miejsca, które nazwać można kultowymi — czy to ze względu na stopień trudności, czy też ekspozycję. Dwa najbardziej znane to z pewnością drabinka na zejściu z Zamarłej Turni na Kozią Przełęcz oraz „krok” w rejonie Zadniego Granatu. Jest ich jednak więcej. Kultowe miejsca Orlej Perci: drabinka ponad Kozią Przełęczą w masywie Zamarłej Turni… Honoratka Od Zmarzłej Przełączki Wyżniej znajdującej się pomiędzy Małym Kozim Wierchem a Kozimi Czubami trawersujemy ubezpieczone łańcuchami zbocze stromego Żlebu Honoratka. Odcinek ten jest trudny technicznie, a w przypadku poślizgnięcia i upadku możliwe jest, niestety, stoczenie się stromym żlebem. Drabinka Znajduje się tuż ponad Kozią Przełęczą, w masywie Zamarłej Turni. Wmontowana jest w granitową płytę. Ma osiem metrów długości i umożliwia sprawne pokonanie tego gładkiego i stromego odcinka. Mimo to przejście nią może być trudne, szczególnie dla osób wrażliwych na ekspozycję — po obu stronach mamy bowiem lufę. Dlatego zwłaszcza na tym odcinku przydaje się odpowiednia asekuracja. Wyjście na Kozi Wierch Podejście na Kozi Wierch z Koziej Przełęczy przez Kozie Czuby usatysfakcjonuje każdego miłośnika przestrzeni. Strome i eksponowane odcinki wiodące płytami lub zacięciami, ubezpieczone łańcuchami oraz klamrami przechodzi się w miarę komfortowo, jednak robią one spore wrażenie na osobach nieprzyzwyczajonych do ekspozycji. Żleb Kulczyńskiego Znajduje się poniżej Orlej Perci i stanowi szlak zejściowy lub podejściowy. Fragment poniżej rysy Zaruskiego jest kluczowy podczas podejścia, bowiem znakowana trasa skręca gwałtownie, natomiast dla wielu osób „logiczna” linia wiedzie wprost w górę, narzucającą się rysą. „Logiczna, ale zgubna — w tym miejscu na skale narysowana jest trupia czaszka… … i krok w rejonie Skrajnej Sieczkowej Przełączki pomiędzy Pośrednim a Skrajnym Granatem; fot. Piotr Drożdż Krok W rejonie Skrajnej Sieczkowej Przełączki, pomiędzy Pośrednim a Skrajnym Granatem znajduje się słynny krok nad przepaścią (który można jednak obejść dołem). Idąc granią, trzeba zrobić krok nad szczeliną i sporą „lufą”. Sprawę ułatwia co prawda łańcuch, jednak jest on zamontowany na tyle nisko, że samo jego chwycenie bez dodatkowej asekuracji może nie zabezpieczyć nas wystarczająco przed poślizgnięciem się w tym miejscu. Skalny chłopek Zmarzła Przełęcz oddziela Zmarzłe Czuby od Zamarłej Turni. Na jej wschodnim siodle (ma dwa) znajduje się charakterystyczny, trzymetrowy obelisk skalny, nazywany przez turystów „chłopkiem” i notorycznie przez nich podpierany. Z Przełęczy widać także południową ścianę kultowej wśród wspinaczy Zamarłej Turni. PRZYRODA Ze względu na dużą ekspozycję i trudność szlaku Orla Perć nie jest dobrym miejscem do obserwacji przyrodniczych. Jeśli jednak jesteśmy w bezpiecznym miejscu i mamy chwilę, warto się rozejrzeć, by zobaczyć, co w trawie piszczy. Szlak przebiega w strefie hal i turni na podłożu bezwęglanowym. Jeśli chodzi o roślinność, możemy obserwować głównie gatunki należące do zespołu situ skuciny i boimki dwurzędowej. Są to murawy tworzące niskie, zwarte darnie. Poza sitami i trawami występuje tutaj wrotycz alpejski, jastrzębiec alpejski i dzwonek alpejski. Z powodu trudnych warunków klimatycznych oraz płytkiej gleby bogactwo gatunkowe nie jest duże. W strefie uskoków tektonicznych, gdzie znajdziemy skały mylonitowe, zawierające więcej dostępnych dla roślin minerałów, czyli między innymi w okolicy Zawratu i Koziej Przełęczy, występuje nieco więcej gatunków, na przykład skalnica karpacka czy mchowata. Flora turniowa na Kozim Wierchu; fot. Jan Krzeptowski Większość organizmów żyjących na tej wysokości wyspecjalizowała się do przetrwania w najtrudniejszych warunkach. Służą temu liczne przystosowania: niewielka wysokość, postać poduszkowa lub różyczkowa, pokrycie woskiem lub kutnerem czy pseudożyworodność. Wiele z nich to relikty glacjalne, czyli gatunki, które przybyły w Tatry z dalekiej Północy w czasie epoki lodowcowej. Mimo że ostatnie tatrzańskiej lodowce stopniały jakieś dziesięć tysięcy lat temu, gatunki te zadomowiły się w Tatrach na dłużej. Podobną florę jak na Orlej Perci spotkamy zatem w północnej Norwegii czy na Islandii. Kolorowe plamy na głazach to porosty, które dobrze czują się w mroźnym klimacie i radzą sobie nawet na nagiej skale. Najpowszechniejszym gatunkiem jest wzorzec geograficzny o zielonych lub żółtych plechach. Porosty są pionierskimi gatunkami — produkują kwasy porostowe, które przyspieszają wietrzenie skał, inicjują proces glebotwórczy i w ten sposób torują drogę roślinom naczyniowym. Ciekawostką jest, że żyją bardzo długo: plechy wzorców mogą mieć nawet kilka tysięcy lat. Rejon Orlej Perci to naturalne miejsce występowania kozic, które dobrze sobie radzą nawet w trudnym terenie. Natura wyposażyła te zwierzęta w szereg przystosowań — mają bardzo duże serce (dwa razy większe od człowieka w przeliczeniu na masę ciała), specjalną budowę racic i kilkuwarstwowe futro, chroniące przed pogodą lepiej niż polar i goretex. W dolinach poniżej można usłyszeć ostrzegawcze gwizdy świstaków. W Dolinie Pięciu Stawów Polskich żyje największa część ich polskiej populacji. Często spotykanym ptakiem w tym rejonie jest płochacz halny, przypominający ubarwieniem i sylwetką wróbla. Nietrudno go wypatrzeć, bo kręci się w miejscach, gdzie zatrzymują się turyści — na Zawracie czy Kozim Wierchu — próbując wyżebrać od nich jedzenie. [1] Na podstawie opracowania Wypadki na Orlej Perci w latach 1995 – 2014 autorstwa Adama Maraska i Andrzeja Maraska Autorzy: Agnieszka Szymaszek, Jan Krzeptowski, Łukasz Ziółkowski Powyższy tekst pochodzi ze specjalnego tatrzańskiego numeru GÓR (245) z 2015 roku. Jeśli chcecie przeczytać więcej wartościowych artykułów, zapraszamy na
Masyw Granatów góruje dumnie ponad Halą Gąsienicową, wzbija się niebotycznie znad Czarnego Stawu. Zamyka część Orlej Perci widzianej z Hali, Orla bowiem za Granatami nieco zakręca i chowa się za Żółtą Turnią. Od strony Pięciu Stawów Granaty już nieco "giną w tłumie", ale nic to. Piękne i wyniosłe to szczyty. Granaty ponad Buczynową Dolinką widziane z Piątki Granatów jest trzy - patrząc od lewej z Hali lub znad Czarnego Stawu Gąsienicowego pierwszy jest Skrajny, w środku (jak nazwa wskazuje) Pośredni, a jakby nieco z tyłu chowa się Zadni. Zadni Granat choć zawsze wydaje mi się być najniższym - jest w rzeczywistości najwyższy. Jednak różnice pomiędzy wysokością wierzchołków nie są znaczne: Zadni ma 6 metrów "przewagi" nad Pośrednim, a ten z kolei 9 nad Skrajnym. Zadni Granat (2240 m Pośredni Granat (2234 m), Skrajny Granat (2225 m) Hala Gąsienicowa zzoomowane Granaty widziane znad Czarnego Stawu Gąsienicowego Granaty da się ugryźć turystycznie z dołu (czyli nie z żadnej ze stron Orlej Perci) na dwa sposoby: - szlakiem zielonym znad Czarnego Stawu Gąsienicowego na Zadni Granat, stamtąd granią przez Pośredni do Skrajnego i w dół żółtym - szlakiem żółtym znad Czarnego Stawu Gąsienicowego na Skrajny Granat, stamtąd granią przez Pośredni na Zadni i w dół zielonym - i to jest zwykle bardziej polecana opcja dla idących tam po raz pierwszy i ociupinkę zalęknionych. Granaty widziane z Orlej Perci (okolice trawersu Orlej Baszty) - - na pierwszym planie (najbardziej po prawo) Skrajny Wycieczka na Granaty bywa polecana jako dobra trasa na zapoznanie się ze specyfiką szlaku, jakim jest Orla Perć (bowiem przez czubki Granatów przebiega właśnie czerwone malowanie znaczące Orlą). Według mnie, jest to istotnie dobry pomysł, z paru powodów: - Same Granaty stanowią maleńki fragment OP, przechodzi się je szybko i jeśli nie podoba nam się to, co tam zastajemy, to w każdej chwili możemy zawrócić (w odróżnieniu od odcinka Zawrat-Kozi Wierch, który jest jednokierunkowy, albo od odcinka Krzyżne-Skrajny Granat, który choć dwukierunkowy, ale jest dosyć długi bez szlaku zejściowego gdzieś po drodze) - Granaty należą do odcinka Orlej Perci uznawanego za najłatwiejszy (umownie wyróżnia się 3 części: 1) Zawrat-Kozi Wierch; 2) Kozi Wierch-Skrajny Granat; 3) Skrajny Granat-Krzyżne) - Wędrując wierzchołkami Granatów mamy do czynienia z relatywnie niewielkimi trudnościami ale znajdującymi się bardzo wysoko i wystawionymi na sporą ekspozycję - możemy więc przekonać się co do własnej reakcji na poruszanie się w wysokogórskim i przepaścistym - ale dosyć łatwym - terenie. Jeśli okaże się, że wypełnienie naszych kończyn nie zamienia nam się nagle w watę i nie kręci nam się w głowie - to oznacza, że pewnie damy sobie radę i z czymś nieco trudniejszym. - To bardzo ciekawa i obfitująca w piękne widoki wycieczka. widok z okolic Zadniego Granatu Szlaki dojściowe/zejściowe: * żółty na Skrajny Granat - znad Czarnego Stawu Gąsienicowego początkowo niebieskim wzdłuż brzegu, następnie już żółtym pod górę wśród kosodrzewiny (która gdzieś tam wyżej oczywiście się kończy). początek żółtego szlaku (ujęcie panoramiczne) Najpierw po prostu mozolnie po skalnych stopniach, potem nieco stromo, na końcu dość ciekawie. Po drodze jeden łańcuch - przy suchej skale niespecjalnie potrzebny (choć raz na jakiś czas zdarza się, że ktoś stamtąd leci...). Końcówka, jak już napisałam, nieco ciekawa, przydają się łapki. Fragment z łańcuchem (foto przedstawia osoby schodzące) Lekkie trudności, coś więcej niż spacer, ale do ogarnięcia dla sprawnego turysty. Polecany raczej do wchodzenia niż schodzenia, ponieważ wszelkie ewentualne trudności - także te zaskakujące nas - łatwiej pokonywać jest pod górę niż w dół. W zejściu dość upierdliwy ze względu na stromiznę w górnych partiach. I małe kamyczki. Przy upadku można się sturlać. * zielony na Zadni Granat - początkowo też wzdłuż Stawu niebieskim szlakiem tylko dalej, kawalątek żółtym obok Zmarzłego Stawu (ładne miejsce) i wreszcie docieramy do zielonego oznakowania. Zdecydowanie łatwiejszy, mniej stromy, bezpieczniejszy od żółtego na Skrajny - dlatego też bardziej polecany do schodzenia. Trudności raczej brak ALE - miliardy małych kamyczków usuwających się spod butów, co bywa podczas zejścia denerwujące (i bolesne przy skutecznym poślizgu). Plus jest taki, że tam raczej nie ma gdzie spaść. Mimo wszystko - ze względu na mniejszą stromiznę lepiej/łatwiej/bezpieczniej jest schodzić tym właśnie - czyli to, co pomiędzy Skrajnym a Zadnim: Wariant kierunku - od Skrajnego do Zadniego: Granat Pośredni widziany ze Skrajnego Jeśli zaczynamy przygodę z Granatami od Skrajnego i jest to nasz "pierwszy raz gdzieś na OP" - to, co zastajemy na górze robi na nas zapewne niemałe wrażenie. Oczywiście Zadni też oferuje fajne wysokogórskie widoki, bliskość i wyniosłość Koziego Wierchu i tak dalej. Chodzi mi jednak o otoczenie i o to, na co patrzymy, wiedząc, że czeka nas lada moment. Otóż stojąc na Skrajnym i patrząc na podejście na Pośredni (jeśli jesteśmy tam po raz pierwszy) widzimy sieczkę, coś, co przeszło przez maszynkę do mięsa, a czym podobno wiedzie szlak, zwałowisko kamieni. Dość strome i lufiaste zwałowisko. Oczywiście, jak to zwykle (choć zapewne nie zawsze) w górach bywa - nie jest tam tak strasznie, jak to się w pierwszej chwili może wydawać. Ale po kolei. Raczej bezproblemowe zejście ze Skrajnego przy zachowaniu pewnej ostrożności do Skrajnej Sieczkowej Przełączki. Z niej opada ku Dolinie Gąsienicowej okryty ponurą sławą Żleb Drege'a. Tam też właśnie znajduje się niemniej osławiona szczelina. Łańcuch wiszący nad słynną szczeliną Szczelina ma szerokość hmm rozpiętości średnio długich ludzkich nóg ;). Zwęża się ku dołowi. Nad nią rozpięty jest łańcuch, aby pokonywanie jej było bezpieczne. Stanowi trudność... głównie psychologiczną. No i informacja istotna dla tych, co się jej boją - można ją łatwo i bezpiecznie obejść dołem. Nie trzeba nigdzie odchodzić, szukać żadnych ścieżek. Tuż przy szczelinie skałki po prawej stronie od niej (idąc od Skrajnego) sprowadzają wygodnie jakieś dwa metry niżej. Stamtąd właśnie robione są wszystkie zdjęcia rozkraczonych osób, jakich pełno jest w internecie. No dobra, do rzeczy - skoro zlazło się w dół, to trzeba i wyleźć na górę. Tu lekka trudność, bo trzeba wyciągnąć się na głaz kończący się jak dla mnie gdzieś na wysokości żeber. I szczelinka ominięta. Przy omijaniu jej w drodze w odwrotnym kierunku jest nawet łatwiej, bo nie trzeba podciągać się, a trochę opuścić. Szczelinę da się ominąć, skądś w końcu robione są zdjęcia takie, jak to powyższe :). Gdy szczelina już za nami, musimy podejść na Pośredni Granat. Udział rąk - nieoceniony, czasem w celu podciągnięcia się, czasem dla asekuracji. Lufiasto. Trudności... hmmm... raczej mimo wszystko niewielkie, ogólnie sprawny człowiek nie powinien mieć tu żadnych problemów. Te mogą być związane natomiast z zaakceptowaniem przepaścistości otoczenia. Niewesoło może zrobić się przy gorszej pogodzie. Według mnie najbardziej wymagający i najniebezpieczniejszy fragment trasy (przy pokonywaniu w obie strony). Przejście pomiędzy Pośrednim a Zadnim już spokojniejsze. Ale wciąż z rozwagą bo tuż obok ścieżki strome trawniki. Widok na Zadni Granat z Pośredniego Widoki z Zadniego: W odwrotnym kierunku - moje prywatne wrażenie jest takie, że trudności samej grani, gdy pokonujemy ją z Zadniego po Skrajny są podobne. Po prostu najtrudniejszy odcinek robimy w dół zamiast w górę (zejście z Pośredniego w kierunku Skrajnego). Przejście pomiędzy Zadnim a Pośrednim Zejście z Pośredniego w stronę Skrajnego Widok na Skrajny Granat Co dalej? No dobrze, załóżmy, że przewędrowaliśmy Granaty, stoimy na ostatnim z nich, pogoda jest dobra, przed nami kawał dnia do zmroku, czujemy się dobrze, no i całkiem podobało nam się to, czego tu wysoko doświadczyliśmy. Czy możemy pójść dalej Orlą Percią? Jeśli znajdujemy się na zadnim Granacie, to przed nami relatywnie łatwy odcinek OP. W dużej mierze nawet nudny. Stąd aż do Koziego Wierchu można wyróżnić tylko dwa trudniejsze miejsca, poza nimi trasa ta to właściwie wysokogórski spacer zakończony niezbyt trudnym podejściem na Kozi. Miejsce pierwsze: Kominek pod Czarnym Mniszkiem, pokonywany w tym wariancie w dół. Kominek jest naprawdę spory i stromy, może sprawić kłopoty w zejściu. Przechodzenie go ułatwione jest łańcuchami. Pocieszenie jest takie, że znajduje się on dość niedaleko od Zadniego Granatu, więc gdyby schodzenie nim przerosło nasze możliwości - możemy się bez większego żalu wrócić. Miejsce numer dwa: fragment Żlebu Kulczyńskiego - idąc w stronę Koziego Wierchu pokonujemy go pod górę. W żlebie krucho i niepewnie, ale pod górę moim skromnym zdaniem na tym konkretnym fragmencie - raczej łatwo (zdecydowanie gorzej w dół). Stamtąd nużące rypanie po płaskim, a po pewnym czasie podejście na Kozi - pod koniec z użyciem kończyn górnych, ale bez szału. Moim zdaniem warto spróbować. Widoki z Koziego na cały świat :). Ze szczytu dość łatwe zejście do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Jeśli natomiast stoimy na Granacie Skrajnym i chodzi nam po głowie dalsze dreptanie po Orlej - tu sprawa jest dużo bardziej skomplikowana i wymagająca większego namysłu. Do Przełęczy Krzyżne stąd spory kawałek, trudności też niemało. Ze dwa czy trzy kominki do zejścia, bardzo mocno eksponowane wąskie ścieżki, dużo kruszyzny. Jeśli nie czujemy się pewnie, to dajmy sobie spokój. Zawsze trzeba zwracać uwagę na pogodę i czas pozostały do zmroku. Także na to, którędy będziemy schodzić i ile to zejście nam zajmie. Na koniec parę różnych fotek: Granaty nad Czarnym Stawem Gąsienicowym Skrajny Granat widziany z Doliny Pańszczycy Skrajny widziany z okolic Orlej Baszty w lewej części zdjęcia widoczny zygzak - zielony szlak z Zadniego Granatu (widok z okolic Koziego Wierchu) gdzieś na Granatach... Starałam się pisać to, co wiem na pewno i podzielić własnymi refleksjami. Mogłam się rypnąć gdzieś w opisie zdjęć, bo niektóre z nich pochodzą nawet sprzed czterech lat (choć raczej byłam ostrożna). Gdyby jednak ktoś wyłapał jakiś błąd - proszę o info. Aha, oczywiście wszyściuteńko, co napisane powyżej - odnosi się do lata. Zimą (albo inną porą roku, gdy zalega śnieg i lód) Granaty to już zupełnie inna bajka...
Zamieszczamy dokładny opis najtrudniejszego szlaku w polskich Tatrach wraz z ciekawym filmem obrazującym jego Perć to dziś nazwa znana każdemu miłośnikowi Tatr. Pomysłodawcą utworzenia szlaku był Franciszek Henryk Nowicki, poeta okresu Młodej Polski i taternik. Samo wytrasowanie go odbyło się w latach 1903-1906 dzięki nakładom Towarzystwa Tatrzańskiego, księdza Walentego Gadowskiego oraz kilku górali. Na cześć powstania szlaku ks. Gadowski umieścił w ścianie Zawratowej Turni figurę Matki Boskiej o wysokości 122 cm, która zachowała się po dzień Orla Perć obejmowała szlak od Zawratu, poprzez Kozi Wierch, Granaty, Krzyżne, Wołoszyn aż Polany pod Wołoszynem. Odcinek Krzyżne-Polana pod Wołoszynem został jednak zamknięty w 1932 całej znakowanej na czerwono trasy (bez czasu dojścia na grań) zajmuje ok. 8 godzin. Choć przejście jej całej w jeden dzień jest możliwe dla najbardziej sprawnych turystów, lepiej podzielić ją na dwie części: Zawrat-Granaty oraz Granaty-Krzyżne. Należy pamiętać, że na odcinku od Zawratu na szczyt Koziego Wierchu szlak jest Orlej Perci wyznaczono miejsca, z których zejść można do położonych poniżej dolin (szczególnie przydatne w przypadku załamania pogody). Są to:– Kozia Przełęcz (żółty szlak do Doliny Gąsienicowej lub Doliny Pięciu Stawów Polskich)– Kozi Wierch (czarny szlak do Doliny Pięciu Stawów Polskich)– punkt ponad Żlebem Kulczyńskiego (czarny szlak do Doliny Gąsienicowej)– punkt pod wierzchołkiem Zadniego Granatu (zielony szlak do Doliny Gąsienicowej)– Skrajny Granat (żółty szlak do Doliny Gąsienicowej)Zachęcamy do obejrzenia filmu z przejścia Orlej Perci autorstwa Adama Zięby, jak również przeczytania zamieszczonego poniżej opisu PERĆ – OPIS SZLAKU:Zawrat – Kozi Wierch (2 godz. 50 min)Wędrówkę Orlą Percią zaczynamy na przełęczy Zawrat, na którą wejść można z Doliny Gąsienicowej (opis szlaku) lub z Doliny Pięciu Stawów Polskich (opis szlaku). Odchodzi tu także trasa na Świnicę, my kierujemy się w przeciwną stronę. Pierwszy odcinek nie zwiastuje dalszych trudności. Podchodzimy łatwą granią na Mały Kozi Wierch (2228 m jedynie tuż pod szczytem pomagamy sobie łańcuchami. Na wierzchołku meldujemy się po ok. 15 minutach, warto spędzić tu dłuższą chwilę, gdyż panorama bije na głowę tę z Małego Koziego Wierchu schodzimy ostro w dół na Zmarzłą Przełączkę Wyżnią (2201 m przez krótki odcinek tuż nad przepaścią. Szlak przechodzi tu na północną stronę grani, prowadząc dalej przez charakterystyczny Żydowski Żleb, zwany także Honoratką. Miejsce to jest dość wymagające, dużą ostrożność zachować należy szczególnie przy zalegających często płatach śniegu lub mokrych skałach. Cały czas towarzyszą nam oczywiście opuszczeniu żlebu czeka nas trawers zboczy Zmarzłych Czub. Idziemy najpierw wąską ścieżką, następnie zaś przez wielkie ukośne płyty. Po lewej stronie mamy przepaść, warto uważać zatem na wszelkie poślizgnięcia. W dalszym ciągu asekurując się łańcuchami schodzimy na Zmarzłą Przełęcz (2126 m Jest tu więcej miejsca na odpoczynek, wspaniale prezentuje się słynna południowa ściana Zamarłej Turni, kultowa wśród taterników. Znakiem charakterystycznym przełęczy jest 3-metrowy skalny „chłopek”, sprawiający wrażenie mało stabilnego. W rzeczywistości wielu próbowało już go przewrócić, a „chłopek” jak stał, tak Zmarzłą Przełęczą przechodzimy wygodnym tarasem pod szczytem Zamarłej Turni. Wkrótce szlak zakręca w prawo, wznosząc się teraz znacząco ku górze. Wchodzimy w ścianę ubezpieczoną łańcuchami oraz drabinką z klamer. Dalej idziemy po głazach, już mniej stromo, docierając wreszcie do jednego z najpopularniejszych i wzbudzających najwięcej emocji miejsc na Orlej Perci. Przed nami zejście zawieszoną nad przepaścią drabinką, opadającą ku Koziej Przełęczy. Trudności są tu oczywiście podobne jak w przypadku każdego innego zejścia po drabinie, główną rolę odgrywa natomiast aspekt psychiczny. Na końcu drabinki stawiamy duży krok w lewo, na niewielką półkę skalną. Po łańcuchach, ostro w dół, schodzimy na Kozią Przełęcz (2137 m przełęczy jest bardzo wąskie, miejsca na odpoczynek niewiele. W lewo odbija żółty szlak do Doliny Gąsienicowej, w prawo zaś do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Orla Perć biegnie początkowo równolegle z tym drugim. Skręcamy zatem w prawo, wędrując dalej wąską, mocno eksponowaną ścieżką. Cały czas trzymamy się przykutego do skał łańcucha, a następnie klamer ułatwiających zejście stromym kominkiem. Niebawem docieramy do punktu rozwidlenia szlaków – żółty wiedzie w dół w stronę Dolinki Pustej, czerwony odbija w lewo, mocno pod podejście na Kozie Czuby. Przed nami niemal pionowa ściana, którą pokonujemy za pomocą kolejnej drabinki z klamer. Dalszy odcinek jest dobrze ubezpieczony łańcuchami i nie powinien przysporzyć znaczących problemów. Po około 50 minutach od Koziej Przełęczy osiagamy grań Kozich Czub. To szczyt o trzech wierzchołkach, z których najwyższy wznosi się na 2266 m Widoki zapierają dech w piersiach, warto zatem zafundować sobie dłuższy odpoczynek. Tym bardziej, że to nie koniec nami być może najtrudniejszy etap całej wycieczki, jakim jest zejście na Kozią Przełęcz Wyżnią (2240 m Szlak wiedzie pionową rynną, w całości ubezpieczoną łańcuchami i klamrami. Mimo to, chwilami trzeba się mocno natrudzić, aby znaleźć właściwy punkt podparcia. Na samej przełęczy miejsca jest niewiele, a po obu stronach mamy zacnych rozmiarów przepaść. Szybko rozpoczynamy więc końcowe podejście na Kozi Wierch. Pniemy się długim, niezwykle stromym kominem doprowadzającym pod szczyt. Jeszcze ostatnie, znacznie łatwiejsze przejście po głazach i osiągamy wierzchołek (2291 m Wierch to najwyższy szczyt położony w całości na terenie Polski i zarazem najwyższy punkt Orlej Perci. Rozciągająca się stąd rozległa panorama obejmuje większą część Tatr, w dole malowniczo prezentują się natomiast Czarny Staw Gąsienicowy i jeziora w Dolinie Pięciu Stawów Wierch – Skrajny Granat (1 godz. 45 min)Z Koziego Wierchu schodzimy wąską ścieżką prowadzącą po południowej stronie grani. Początkowo idziemy równolegle z czarnym szlakiem, który niebawem odbija w prawo do Doliny Pięciu Stawów. My trzymamy się natomiast przypisanych Orlej Perci czerwonych znaków. Dalszy odcinek nie jest trudny, warto jednak uważnie pilnować przebiegu szlaku. Przechodzimy pod szczytem Buczynowej Strażnicy i po ok. 40 minutach docieramy na Przełączkę nad Buczynową Dolinką (2225 m skręca tu w lewo, biegnąc w dół Żlebem Kulczyńskiego. Jest dość stromo i często ślisko. W tej części żleb nie zawiera żadnych sztucznych ułatwień, w niektórych miejscach przyda się jednak pomoc rąk. Po kilkunastu minutach osiągamy punkt, w którym szlaki rozdzielają się. Czarny prowadzi dalej w dół, Orla Perć odchodzi w teraz w poprzek zboczy Czarnych Ścian, szybko dochodząc do podnóża 20-metrowego kominka pod Czarnym Mniszkiem. Przed nami najtrudniejszy etap wycieczki. Komin jest bardzo stromy, lecz dobrze ubezpieczony licznymi łańcuchami i klamrami. Po jego pokonaniu ścieżka znów przechodzi w trawers skalistych Czarnych Ścian, już bez większych przeszkód po drodze. Kawałek przez Zadnim Granatem z lewej strony dołącza zielony szlak, prowadzący od Koziej Dolinki. Stąd łatwą granią docieramy na najwyższy wierzchołek Granatów (2240 m szczytu schodzimy wąską ścieżką, miejscami po prawej stronie mamy umiarkowaną ekspozycję. Dochodzimy na Pośrednią Sieczkową Przełączkę (2218 m a następnie łatwą granią na Pośredni Granat (2234 m Dalej idziemy w dół po głazach, częściowo pomagając sobie rękami. Podłoże jest dość kruche, warto więc zachować ostrożność. Przez krótki odcinek przechodzimy wąską ścieżką tuż przy skale, do której przymocowano metalową docieramy w okolice Skrajnej Sieczkowej Przełączki (2197 m gdzie znajduje się kolejne ciekawe miejsce na trasie naszej wędrówki. To głęboka na kilkadziesiąt metrów i szeroka na kilkadziesiąt centymetrów szczelina, nad którą wykonać trzeba duży krok. Dla zwiększenia bezpieczeństwa wisi nad nią łańcuch. Jeśli ktoś nie czuje się pewnie z tego typu atrakcjami, szczelinę można obejść dołem, po Skrajnej Sieczkowej Przełączki opada cieszący się złą sławą Żleb Drege’a. Jego nazwa pochodzi od nazwiska warszawskiego studenta Jana Drege’a, który w 1911 roku zginął próbując zejść pozornie łatwym terenem w stronę Doliny Gąsienicowej. Warto wiedzieć, że trawiaste w górnej części zbocza kończą się niżej groźnym urwiskiem. W żadnym wypadku nie należy tu zbaczać z wytyczonego już bez większych problemów, po dobrze wyrzeźbionych skałach wchodzimy na wierzchołek Skrajnego Granatu (2225 m To najniższy szczyt całego pasma, jednak oferujący bodaj najciekawsze widoki. Szeroka panorama obejmuje trzy pobliskie doliny: Gąsienicową, Pańszczycę, Pięciu Stawów Polskich, poza tym Giewont, Kościelec, Świnicę, Orlą Perć, a w oddali najwyższe wzniesienia Tatr Granat – Krzyżne (2 godz. 15 min)Dalszy etap trasy jest trudniejszy niż poprzedni. Już początek wędrówki wymaga od nas dużego skupienia. Zejście ze Skrajnego Granatu prowadzi dość stromym zboczem, opadającym w stronę Dolinki Buczynowej. Fragment ten ubezpieczony jest licznymi łańcuchami. Następnie idziemy wzdłuż grani, po prawej stronie towarzyszy nam miejscami duża ekspozycja. Szczególną ostrożność warto zachować przy trawersie ukośnych płyt skalnych, jest tu bowiem wąsko i stromo. Po dość kruchym terenie dochodzimy wkrótce na Granacką Przełęcz (2145 m położoną pomiędzy Skrajnym Granatem a Orlimi skręca tu w lewo, biegnąc w dół żlebu opadającego w kierunku Doliny Pańszczycy. Szybko napotykamy pierwszą przeszkodę do pokonania. To dwumetrowa dziura, którą obejść można wąskimi półeczkami przy ścianie asekurując się łańcuchem lub po przeciwnej (lewej) stronie – ten wariant wydaje się jednak bardziej ryzykowny ze względu na śliskie chwili odbijamy w prawo. Wytyczona trasa trawersuje zbocza Wielkiej i Małej Orlej Turniczki (miejscami znaczna ekspozycja), doprowadzając nas do kilkumetrowej drabinki. W przeciwieństwie do jej odpowiedniczki znad Koziej Przełęczy, tym razem idziemy drabinką w górę. Następnie po skałach, pomagając sobie łańcuchami podchodzimy na Orlą Przełączkę Orla Perć biegnie po południowej stronie grani, poniżej szczytu Orlej Baszty. Dość wąska ścieżka urywa się stromym kominem skalnym, którym schodzimy przy pomocy zamontowanych klamer (oraz łańcucha). Po przejściu tego wymagającego odcinka docieramy na przełęcz zwaną Pościelą Jasińskiego (2125 m gdzie można nieco odpocząć. Przed nami bowiem kolejny wymagający etap prowadzi najpierw w dół po kruchym podłożu, a następnie w górę, trawersując północne zbocza Buczynowych Czub. To chyba najtrudniejsze miejsce w tej części Orlej Perci. Ukośne płyty skalne stromo opadają ku Dolinie Pańszczycy, wymuszając zachowanie maksymalnej koncentracji przy stawianiu kolejnych kroków. Przez cały czas trzymamy się oczywiście łańcuchów. Po pokonaniu tego odcinka przechodzimy z powrotem na południową stronę grani, osiągając niebawem Przełęcz Nowickiego (2105 m oddziela Buczynowe Czuby od Wielkiej Buczynowej Turni, którą będziemy teraz omijać. Na początek podchodzimy w górę porośniętej miejscami trawami rynny, tuż obok ciekawej, strzelistej formacji skalnej. Dalej trasa obniża się, kontynuując trawers południowych zboczy. Przechodzimy przez wąskie wcięcie w skałach, za którym czeka nas dość niewygodne i strome zejście. Rynna ubezpieczona jest łańcuchami, ale trzeba się mocno natrudzić ze znalezieniem właściwych punktów pewnym czasie docieramy do pokaźnego żlebu, opadającego w kierunku Buczynowej Dolinki. Po głazach, kolejnym wymagającym kominku, wędrujemy w dół, osiągając najniżej położony punkt całej Orlej Perci (ok. 2050 m Szlak odbija w tym miejscu ostro w górę. Podejście po długim ciągu łańcuchów nie jest szczególnie trudne technicznie, lecz dość męczące. W niektórych miejscach musimy podciągnąć się trzymając w ręku końcu wychodzimy na grań w okolicy Małej Buczynowej Turni (2172 m Dalej idziemy już o wiele łatwiejszym terenem, wciąż towarzyszą nam jednak przepaście, więc warto zachować ostrożność. Trawersując trawiaste zbocza mijamy kolejno skalistą turnię Ptaka i Kopę nad Krzyżnem i kamiennym chodnikiem docieramy na samo Krzyżne (2112 m Krzyżne to jeden z najciekawszych punktów widokowych w polskich Tatrach. Szczególnie pięknie prezentuje się stąd Dolina Pięciu Stawów Polskich i położona nieco niżej Wielka Siklawa, największy polski wodospad. Widać także najwyższe szczyty Tatr Wysokich z Gerlachem na czele. Z Krzyżnego zejść można na dwa sposoby: do Doliny Pięciu Stawów Polskich lub Doliny Gąsienicowej przez Dolinę Buczynowe Czuby film Granaty Kozi Wierch Kozia Przełęcz Krzyżne Orla Baszta Orla Perć przebieg szlaku szlak Tatry Zawrat Żleb Kulczyńskiego
Zapraszam do przejścia najtrudniejszego i najniebezpieczniejszego szlaku Tatr, jakim jest Orla Perć w towarzystwie licencjonowanego przewodnika tatrzańskiego. Grań Orlej Perci Orla Perć to legendarny, podniebny, najodważniej poprowadzony szlak Tatr. Ulubiony szlak każdego tatrzańskiego turysty, dla niektórych zbyt trudny do przejścia. Powstał ponad 100 lat temu. Pomysł utworzenia Orlej Perci zawdzięczamy Franciszkowi Henrykowi Nowickiemu, który w 1901 roku zaproponował poprowadzenie szlaku od Polany po Wołoszynem granią do przełęczy Zawrat. Twórcą tego szlaku jest ks. Walenty Gadowski, któremu pomagał znakomity przewodnik tatrzański Klimek Bachleda. Dzięki ich staraniom i bardzo ciężkiej pracy do dziś cieszymy się możliwością przejścia tak wspaniałej i trudnej trasy jaką jest Orla Perć. Aktualna Orla Perć kończy się na przełęczy Krzyżne. Szlak przez Wołoszyny został zamknięty w 1932 roku ze względu na ścisły rezerwat przyrody. Nie straciła jednak ona na swej atrakcyjności. Zachęcam do obejrzenia filmu z jej przejścia. Opis wycieczki: W sprawnym zespole przejście Orlej Perci jest możliwe w jeden dzień, jednak ja proponuję podzielić ją na dwa etapy. Po pierwsze – przez pośpiech można zbyt wiele przeoczyć;) Po drugie – na naszych wycieczkach kluczowe jest Wasze bezpieczeństwo, a jak wiadomo jak się człowiek śpieszy…… Wycieczkę dzielimy na następujące etapy: Dzień pierwszy – spotykamy się rano w Kuźnicach lub w Murowańcu i udajemy się w zależności od miejsca spotkania: kolejką na Kasprowy Wierch skąd idziemy przez szczyt Świnicy na przełęcz Zawrat gdzie zaczyna się Orla Perć. W przypadku Murowańca idziemy przez Czarny Staw prosto na Zawrat. Tego dnia zdobędziemy szczyty Małego Koziego Wierchu, Kozich Czub i Koziego Wierchu (najwyższego szczytu, który w całości leży na terenie Polski). Przetrawersujemy Zamarłą Turnię i zobaczymy z bliska jej słynną południową ścianę. Pierwszy etap Orlej Perci zakończymy w Żlebie Kulczyńskiego, którym zejdziemy na dół i udamy się na nocleg do Murowańca. Dzień drugi – idziemy do Żlebu Kulczyńskiego, z którego wracamy na Orlą Perć wychodząc na Zadni Granat. Idziemy w kierunku Skrajnego Granatu pokonując słynny “krok nad przepaścią”. Ze Skrajnego Granatu pójdziemy w kierunku Orlej Baszty i dalej w kierunku Wielkiej i Małej Buczynowej Turni. Większość tego odcinka jest ubezpieczona łańcuchami/klamrami. Trawersując raz nad Doliną Pańszczycy, raz nad Dolinką Buczynową, a czasem wychodząc na grań dotrzemy do Małej Buczynowej Turni. Z niej już łatwą lecz nadal eksponowaną ścieżką zejdziemy na przełęcz Krzyżne – Orla Perć zdobyta:) Z przełęczy Doliną Pańszczycy wrócimy na Halę Gąsienicową, skąd zejdziemy do Kuźnic i zakończymy naszą wycieczkę. Widoczna część grani drugiego dnia wycieczki. Termin/cena/uwagi: Na Orlą Perć zapraszam w dowolnym terminie od początku Czerwca, do końca Listopada. Cena waha się w granicach 1000 – 1200 zł / dzień, w zależności od ilości uczestników. W cenę wliczone są lonże do asekuracji (Via Ferrata), uprzęże i kaski dla uczestników. Informacje na temat schroniska Murowaniec można znaleźć tutaj. Aby zarezerwować konkretny termin wystarczy wysłać do mnie maila na adres @ lub zadzwonić 663 760 637. Jeśli masz jakieś pytania również możesz śmiało dzwonić/pisać. Orla Perć – Mapa
krok nad przepaścią orla perć