który bank nie patrzy na zapytania

Z XX fali badania jakości obsługi klienta na infoliniach banków i w kontakcie przez e-mail ARC Rynek i Opinia wynika, że najlepszą infolinię ma Bank Pekao. Niestety, stara numeracja kont bankowych miała jeszcze tę wadę, że nawet jeśli numer konta był źle wpisany, to pieniądze i tak wychodziły z banku nadawcy. Otrzymywał je bank odbiorcy, który po stwierdzeniu, że nie może dopasować przelewu do żadnego ze swoich rachunków, odsyłał je z powrotem do instytucji zlecającej operację. Jednak zgoda ta często bywa „przemycana” w licznych druczkach czy regulaminach firm pożyczkowych. Dlatego tak ciężko jest ustalić, czy bank zobaczy daną chwilówkę, czy nie. Który bank nie patrzy na zapytania w BIK? Niestety na pytanie, który bank nie patrzy na zapytania w BIK, musimy odpowiedzieć: żaden. Zapytanie monitorujące a decyzja kredytowa. W ten sposób bank monitoruje ryzyko kredytowe związane z kredytem, którego już udzielił. W związku z tym bank może złożyć zapytanie monitorujące tylko w stosunku do osoby, która jest już jego klientem. Sam fakt złożenia przez bank zapytania monitorujacego nie powinien mieć wpływu na Nie wiem jak się do tego zabrać, bo banków różnych są setki, ale każdy ma swoje zasady i do wszystkich nie starczy mi czasu i siły iść. Potrzebuję takiego banku, któy nie będzie patrzył na to, ze jestem w BIK. Wiem, że mało który bank na to nie patrzy, ale czytałem w gazecie, że takie są, tylko nie podali żadnej nazwy. nonton film blue is the warmest color i follow rivers. Czy zapytania kredytowe szkodzą? Wpływ zapytań kredytowych na cenę kredytu Artykuł na naszego bloga tworzymy z powodu częstych pytań klientów dotyczących zagadnienia zapytań kredytowych. Wielokrotnie spotykamy się z brakiem wiedzy dotyczącej zapytań kredytowych kierowanych przez banki do Biura Informacji Kredytowej. Oczywiście ten brak wiedzy nie jest niczym negatywnym, jednak naszą rolą będzie uświadomienie kredytobiorcy w zakresie następstw licznych zapytań kredytowych. Nie będziemy tłumaczyć czym jest BIK, jakie informacje gromadzi oraz czym zajmuje się instytucja. Jeśli chcesz zgłębić wiedzę w tym zakresie kliknij w link ( czym jest BIK) W artykule rozszerzymy temat zapytań kredytowych, ich wpływ na zdolność kredytową klienta, czy ocenę scoringową. Postaramy się określić graniczną liczbę zapytań akceptowalnych przez banki. Doradzimy w jaki sposób porównywać oferty kredytów aby nasza sytuacja na tym nie ucierpiała. Czym są zapytania kredytowe? Zapytanie kredytowe to informacja kierowana z banku, w którym wnioskujemy o kredyt do bazy Biura Informacji Kredytowej. Przez udostępnienie informacji bank pozyskuje niezbędną wiedzę do udzielenia bądź odmowy kredytu. Są to informacje dotyczące naszej historii kredytowej, stanu zakredytowania, sumienności spłacania. Czy każdorazowo wymagana jest nasza zgoda na zrobienie zapytania? Co do zasady tak, każdorazowo klient wyraża zgodę na wygenerowanie zapytania kredytowego do BIK-u. Każdy wniosek kredytowy podpisywany przez nas jako klientów jest między innymi zgodą na pobranie informacji znajdujących się w Biurze Informacji Kredytowej. Nasza odpowiedź brzmiała „co do zasady tak” ponieważ od tej reguły odbiegają zapytania monitorujące, generowane w pewnych odstępach czasu przez banki w których mamy konta czy kredyty. Zapytanie kredytowe a monitorujące Najprościej: zapytania kredytowe generowane są w chwilach kiedy staramy się o kredyt gotówkowy, kartę kredytową, limit w banku. Za naszą zgodą bank prześwietla sytuację w bazie BIK. Z kolei zapytanie monitorujące, jak wspomnieliśmy wyżej możliwe bez naszej zgody to okresowy monitoring banku. Aby banki w których posiadamy konta, mogły zaproponować nam oferty kredytów zdarza im się bez naszej wiedzy robić zapytania monitorujące. Takie zapytanie nie szkodzi naszej sytuacji, nie powoduje obniżenia naszej wiarygodności przed innymi bankami. Obce nam banki, w których nigdy nie posiadaliśmy kredytów, kont nie będą generować zapytań monitorujących. Oczywiście banki generują zapytania monitorujące zawsze na podstawie naszej wcześniejszej zgody przy zakładaniu konta, podpisywaniu umowy kredytu gotówkowego czy konsolidacyjnego. Po co bank robi zapytanie do BIK Poniekąd odpowiedzieliśmy już na to pytanie wyjaśniając znaczenie samego zapytania kredytowego. Bank robi zapytanie do BIK aby lepiej poznać klienta, z bazy pozyskuje informacje takie jak: Czy klient terminowo spłaca swoje kredyty Tempo zakredytowania klienta Czy klient posiada zobowiązania poza bankowe Czy klient posiada już jakieś zamknięte kredyty Jakie jest saldo zakredytowania klienta Ile wynoszą miesięczne raty klienta Czy klient jest poręczycielem na innych kredytach Czy klient ostatnimi czasy pytał o kredyt w innych bankach Taka wiedza pozwala na zmniejszenie ryzyka udzielenia kredytu, którego klient nie będzie w stanie spłacać. Banki są bardzo bezpiecznymi instytucjami, zależy im przede wszystkim na zwrocie pożyczonych środków. Dzięki takiej wiedzy zmniejszają szkodowość udzielonych zobowiązań. Który bank nie patrzy na zapytania w BIK? Ile zapytań kredytowych akceptują banki? Banki bardzo różnie podchodzą do kwestii zapytań kredytowych. Inaczej traktują zapytania z sektora bankowego, inaczej z poza bankowego. Każdy bank ma swoje dopuszczalne limity zapytań kredytowych. W jednych jest to 3-6 z ostatniego pół roku, inne zaakceptują nawet powyżej 15. Jak wybrać bank który zaakceptuje naszą ilość zapytań? Najlepiej zwrócić się do doradcy kredytowego. Jeśli mamy już powyżej 40 zapytań z całego roku, potrzebne będzie uzyskanie indywidualnej zgody na kredyt. Doradca najczęściej przed analizą uzasadnia ilość zapytań ( udostępnienie danych na portalach generujących spore ilości zapytań, wcześniejszy niekompetentny doradca). Drugą opcją jest wnioskowanie do BIK o usunięcie zbędnych zapytań. Wymaga to więcej czasu, nie mniej zwiększa prawdopodobieństwo uzyskania kredytu. W drugiej części wpisu dotyczącego zapytań kredytowych poruszymy kwestię wpływu zapytań na cenę kredytu. Znajdziesz tam ponadto kwestie takie jak usuwanie zapytań bankowych, ich wpływ na ocenę w BIK. Jeśli masz jakieś pytania zapraszamy do kontaktu telefonicznego, mailowego, bądź zostawienia informacji przez formularz na naszej stronie. Przepisy pozwalające na nałożenie na rodzica obowiązku zapłaty drugiemu rodzicowi w związku z utrudnianiem mu ustalonych kontaktów z dzieckiem są niezgodne z konstytucją, jeśli do kontaktu nie dojdzie z woli dziecka. Tak wynika z orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. TK o karach za utrudnianie spotkań z dzieckiem jeśli ono samo nie chce kontaktu Chodzi o dwa przepisy Kodeksu postępowania cywilnego, które przewidują, że jeżeli rodzic, pod którego pieczą pozostaje dziecko, nie wykonuje albo niewłaściwie wykonuje obowiązki dotyczące kontaktów z dzieckiem ustalonych ugodą lub orzeczeniem, sąd opiekuńczy może zagrozić mu nakazaniem zapłaty na rzecz osoby uprawnionej do kontaktu z dzieckiem. Jeżeli osoba ta nadal nie wypełnia swoich obowiązków sąd może nakazać zapłatę drugiemu rodzicowi sumy stosownej do liczby naruszeń. Trybunał Konstytucyjny orzekł w środę, że regulacje te są niezgodne z konstytucją w zakresie obejmującym sytuacje, w których niewłaściwe wykonywanie lub niewykonywanie obowiązków przez rodzica sprawującego pieczę związane jest z zachowaniem dziecka niewywołanym przez tego rodzica. Skutki wyroku Trybunał podkreślił, że skutkiem wyroku nie jest utrata mocy obowiązywania całości zaskarżonych przepisów, ale wyeliminowanie wskazanego zakresu. "Tym samym sądy obowiązane będą z urzędu wziąć pod uwagę, czy do niewykonania czy niewłaściwego wykonania obowiązku przez osobę, pod której pieczą znajduje się dziecko doszło w wyniku uwzględnienia woli dziecka wyrażonej samodzielnie bez wpływu osoby, pod której pieczą się ono znajduje" - podkreślił TK. Jak zaznaczył w uzasadnieniu wyroku sędzia Andrzej Zielonacki, zakwestionowane przepisy wkraczają swoim zakresem w sferę autonomii dziecka wtedy kiedy nie ma ono woli kontaktu z rodzicem. Tym samym TK uznał za niezgodne z konstytucją stosowanie sankcji finansowych wobec rodzica, który nie wykonuje obowiązków dotyczących kontaktu dziecka, ale z powodu uwzględniania woli samego dziecka. Sędzia Zielonacki podkreślił, że automatyzm groźby sankcji pieniężnych i nałożenie ich na rodzica bez względu na okoliczności faktyczne przeczy funkcji jaką w założeniu miały spełniać zaskarżone przepisy. Skargę w tej sprawie do TK złożyła córka i matka, której sąd nakazał zapłatę na rzecz ojca ponad 10 tys. zł z naruszenie kontaktów w zakresie kontaktów z dzieckiem. Ich zdaniem kwestionowane przepisy naruszają prawo do równej ochrony wszystkich obywateli (szczególnie w kontekście podmiotowości dziecka) przez to, że postępowanie dotyczące wykonywania kontaktów z dzieckiem nie dotyczy osoby małoletniej, tylko jej rodziców, a jedyną okolicznością braną pod uwagę przez sąd orzekający jest fakt, czy doszło do kontaktu z dzieckiem. Według skarżących ograniczona kognicja sądów w postępowaniu wykonawczym sprawia, że pomijają one takie kwestie, jak: postawa uprawnionego do kontaktów z dzieckiem oraz postawa i poglądy samego dziecka. Wyrok zapadł większością głosów. Zdanie odrębne złożył sędzia Michał Warciński. Trybunał orzekł w tej sprawie w pięcioosobowym składzie pod przewodnictwem sędzi Krystyny Pawłowicz. Wyrok TK jest ostateczny.(PAP) autor: Mateusz Mikowski mm/ mok/ Opisz nam swój problem i wyślij zapytanie. Wszelkie działania zwiększające cyberbezpieczeństwo instytucji finansowych będą w najbliższej przyszłości niezbędne. 61% respondentów badania Deloitte „Global Risk Management Survey” wskazało, że ich instytucje są wyjątkowo lub bardzo skuteczne w zarządzaniu tego typu ryzykiem, natomiast aż 87% stwierdziło, że poprawa ich zdolności w tym zakresie będzie niezwykle lub bardzo ważna w ciągu najbliższych dwóch lat. Odpowiedzią na potrzeby przedsiębiorców może zatem stać się biały wywiad cybernetyczny (ang. Cyber Threat Intelligence), który umożliwia wiele prewencyjnych działań, znacząco zmniejszających ryzyko internetowych ataków na instytucje finansowe. Prewencyjne siły bezpieczeństwa informatycznego Prowadzenie jakichkolwiek obronnych operacji wojskowych, bez dostępu do informacji wywiadu, może zakończyć się spektakularną porażką lub wręcz tragedią. Gdy nie posiadamy wiedzy o przeciwnikach, sposobie ich rozlokowania, a także uzbrojenia, jakim dysponują – ciężko przygotować się na atak. Obszar cyberbezpieczeństwa nie różni się więc w tym aspekcie od operacji wojskowych. Organizacja jest w stanie zareagować o wiele sprawniej i przy użyciu mniejszych zasobów, kiedy wie, że określona grupa przygotowuje atak na aplikację biznesową, planuje rozsyłać phishing do pracowników czy handluje w darknecie danymi klientów lub współpracowników. Zdecydowanie łatwiej jest wiedzieć o tym, że ktoś buduje witrynę, podszywającą się pod rzeczywiście istniejącą, niż odpowiadać na reklamacje klientów przekonanych o tym, że skorzystali z tej właściwej. Instytucje mogą skuteczniej chronić swoje informacje, gdy wiedzą, który z dostawców kluczowych rozwiązań czy technologii znajduje się na celowniku grup przestępczych. O ile łatwiej zareagować, kiedy jest jasne, jaka to jest grupa, skąd pochodzi i jakich ma sponsorów, jaki jest ich sposób działania, techniki czy narzędzia. Co więcej, jakimi kanałami chcą uzyskać to, czego szukają i co najprawdopodobniej zrobią w przypadku sukcesu. Szczegółowy i profesjonalnie przeanalizowany materiał wywiadowczy może uchronić organizację przed katastrofą finansową i wizerunkową. Skutecznie przeprowadzony wywiad jest również w stanie całkowicie zapobiec niebezpiecznej sytuacji albo umożliwić przeprowadzenie jej w kontrolowany sposób (w celu np. dezinformacji lub identyfikacji atakującego), a przede wszystkim daje poczucie pełnej kontroli nad sytuacją. System monitoringu informatycznego na ogólnym poziomie weryfikuje tzw. Intellectual Property instytucji, szukając potencjalnych słabszych miejsc, w których może dojść do naruszenia zasad cyberbezpieczeństwa. Oto przykład – zespół Deloitte miał ostatnio okazję pomóc jednemu z banków, który planował wprowadzenie nowej aplikacji mobilnej, obsługującej jego system maklerski. Procedury przeprowadzone przez naszych ekspertów pozwoliły zlokalizować w darknecie, gdzie dostępne są nie zawsze legalne treści, fragmenty skryptu, przygotowanego specjalnie do zainfekowania tej aplikacji i pobrania danych użytkowników. Dzięki naszej pracy deweloperzy i specjaliści bankowi mogli zawczasu zmienić swój system tak, aby unieszkodliwić potencjalnie czyhające na niego zagrożenie. Nastawienie wymaga zmiany Współczesne systemy bezpieczeństwa informatycznego najczęściej zlokalizowane są za kolejnymi warstwami ochronnymi i czekają na potencjalny atak. Takie nastawienie wymaga weryfikacji. W ostatnich latach wiele zmieniło się w obszarze działań grup przestępczych – zarówno profil takiej aktywności, jak i sylwetka samych atakujących. Wirusów nie pisze się już dla żartu i nie jest to jedynie uciążliwe zagrożenie, które w większości przypadków można wyłapać i skutecznie unieszkodliwić podczas rutynowego skanowania antywirusowego. W obecnych czasach taka aktywność jest podejmowana przede wszystkim z myślą o jak najwydajniejszej monetyzacji ataku. Co więcej, atakujący nie zważają na żadne aspekty dotyczące moralności czy przyzwoitości. Celem ataku może być zarówno osoba prywatna, jak i mała firma, ale najczęściej jest to korporacja, instytucja pożytku publicznego lub jednostka administracyjna. Przed atakami nie ustrzegą się ani szpitale, ani elektrownie, ani instytucje finansowe. Nie dają one szansy na obronę, od razu blokując całe systemy i żądając okupu za hasło umożliwiające dostęp do zasobów. Niestety czasami dzieje się tak, że cyberprzestępcy wyprzedzają o krok specjalistów od zabezpieczeń i do niektórych ataków wykorzystują funkcjonalność sztucznej inteligencji. W liniach obronnych, trzymając się wojskowej terminologii, takie rozwiązania nie są jeszcze szeroko praktykowane. Co więcej, rozwój komunikacji i narzędzi informatycznych sprawia, że w obecnych czasach nawet nie trzeba tworzyć wirusów od podstaw – wystarczy kupić odpowiednie elementy składowe, z których, jak z klocków, buduje się wymyślone przez siebie narzędzie. Tego typu zagrożenia stały się w ostatnim czasie tak powszechne, że można mówić o powstaniu całego systemu i specjalistycznych firm, które umożliwiają prowadzenie skomplikowanych negocjacji i dają nadzieję na skuteczne rozwiązanie danego problemu. Skala i rodzaj czyhającego zagrożenia wymagają zasadniczej zmiany mentalności, która często niechętnie patrzy na rozwiązania niedające jednoznacznej odpowiedzi w arkuszach kalkulacyjnych. Wywiad cybernetyczny nie pozwala wyliczyć potencjalnej straty ani ewentualnych oszczędności, a dla wielu CFO oznacza on podnoszenie dodatkowych kosztów. To z pewnością inwestycja, z której zwrot jest niemierzalny. Nie ma też żadnej gwarancji, że tego typu działania przyniosą efekt, ale z pewnością dostarczają one bardzo wartościowe informacje. Wiedza, w tym przypadku nt. potencjalnych zagrożeń, a nie konkretnego ataku, jest najlepszą walutą. Z naszych wyliczeń wynika, że zadbanie o bezpieczeństwo w momencie tworzenia danej aplikacji, projektu czy systemu jest pięciokrotnie tańsze niż dodawanie takich funkcjonalności do już istniejącego produktu. W świecie specjalistów zajmujących się utrzymaniem sieci firmowych istnieje takie powiedzenie, że ludzie dzielą się na tych, którzy sumiennie robią backup swoich danych i zasobów informatycznych, i tych, którzy dopiero będą to robić, nauczeni przykrymi doświadczeniami. I rzeczywiście, podniesienie się po ataku jest prostsze, jeśli instytucja na bieżąco dba o archiwizowanie i tworzenie kopii zapasowych swoich danych. Wtedy wystarczy ręcznie uzupełnić dane do czasu backupu. Jeśli takowego nie ma – firma zmuszona jest zapłacić, co wcale nie oznacza, że może być pewna odzyskania straconych zasobów. Również w tym obszarze konieczna jest generalna zmiana podejścia, co ułatwi instytucjom funkcjonowanie, nawet jeśli do ataku rzeczywiście dojdzie. Zrozumieć, monitorować, wyprzedzić atak Aby skutecznie zapobiegać zagrożeniom informatycznym, w ramach Cyber Threat Intelligence wykorzystywana jest globalna sieć centrów, praktyków oraz analityków zajmujących się cyberbezpieczeństwem, którzy wspólnie wspierają klientów za pomocą zlokalizowanych informacji wywiadowczych. Przeprowadzana przez nich analiza, łączy wiedzę specjalistyczną w zakresie badań nad złośliwym oprogramowaniem, spostrzeżenia geopolityczne, różnorodne umiejętności językowe, regionalne krajobrazy zagrożeń i grupy podejmujących takie działania. W tym celu internet, a także darknet, są w trybie ciągłym monitorowane, filtrowane i analizowane. Wszystko zaczyna się jednak od gruntownego zrozumienia działalności danej instytucji i zbudowania specyficznego dla niej profilu ryzyka cybernetycznego. Zwykle wiąże się to ze zbieraniem informacji na temat ryzyka biznesowego, marek i spółek zależnych, profilu aktywów krytycznych, zewnętrznego śladu cybernetycznego, przeszłych poważnych incydentów i innych szczegółów. Część tych procedur przebiega w trybie zautomatyzowanym, finalnie jednak dochodzi do weryfikacji przeprowadzonego przez analityków wywiadu w celu usunięcia fałszywych alarmów. Właściwa ocena potencjalnych ryzyk pozwala wyprzedzić planowany atak i zlikwidować cyberzagrożenia, zanim będą miały one bezpośredni wpływ na daną instytucję. Przemysław Szczygielski partner, lider sektora finansowego w Polsce, Deloitte Pomiar ryzyka rynkowego i kredytowego, postrzegany jako podstawa w działalności bankowej, jest obecnie bardzo rozwinięty. Znacznie więcej wyzwań przynosi pomiar, kontrolowanie i wyznaczenie apetytu na poszczególne niefinansowe rodzaje ryzyka, w tym właśnie z zakresu cyberbezpieczeństwa. W warunkach pandemicznych jest to jedno z tych zagrożeń, które wymaga od instytucji finansowych większej czujności i staranności w aktywnym monitorowaniu sytuacji. COVID-19 przyspieszył prace w wielu obszarach, jak choćby badanie wzorców naszych behawioralnych zachowań czy biometrii. Jako klienci zostawiamy coraz więcej danych w sieci. W Deloitte widzimy potrzebę kompleksowego wspierania klientów w ich największych wyzwaniach, dlatego dynamicznie rozwijamy ofertę związaną z „personalizowanym” białym wywiadem (Client – Specific Cyber Threat Intelligence) oraz rozwiązaniem przeprowadzania testów i systemów ocen bezpieczeństwa mogących mieć zastosowanie w organizacjach stosujących zwinne metodyki projektowe czy programistyczne. Gwałtowne spowolnienie gospodarcze w połączeniu z nagłymi zmianami zachowań konsumentów i strategii biznesowych przedsiębiorstw oznaczają, że także w obszarze cyberbezpieczeństwa dotychczasowe modele działania oparte na danych sprzed kryzysu wywołanego przez COVID-19 mogą już nie odpowiadać rzeczywistości post pandemicznej. Artykuł ukazał się w majowym numerze magazynu „Bank” Kiedy warto włączyć inne osoby do kredytu? Przede wszystkim wtedy, gdy sami nie macie wystarczającej zdolności kredytowej. Dzięki temu, że bank patrzy także na dochody tych dodatkowych osób, możecie kupić wymarzone mieszkanie. A co w sytuacji, kiedy zechcecie odłączyć np. rodziców od zobowiązania – będzie to możliwe? I czy współkredytobiorca staje się jednocześnie współwłaścicielem nieruchomości? Na te i inne pytania odpowiem w poniższym artykule. Współkredytobiorca to czasami jedyne wyjście. Dlaczego się go wprowadza? Główny powód to brak wystarczającej zdolności kredytowej. Jeśli np. młode małżeństwo zarabia stosunkowo niewiele, raczej nie ma szans na uzyskanie pieniędzy na zakup mieszkania czy domu. Wtedy bardzo często radzi się, aby do zobowiązania dołączyć rodziców lub kogoś innego z bliskiej rodziny. Co jest bardzo istotne i o czym przeważnie potencjalni klienci banków nie wiedzą – włączenie kogokolwiek do kredytu nie oznacza, że ta osoba staje się również właścicielem kupowanej nieruchomości. Dołączenie np. rodziców pozwala jedynie na uzyskanie wystarczającej zdolności kredytowej, ale jednocześnie powoduje, że mieszkanie należy tylko do Was. Czy można odłączyć współkredytobiorcę? Jeśli po pewnym czasie Wasze dochody wzrosną na tyle, żeby mieć szansę na samodzielne utrzymanie zobowiązania, wówczas można odłączyć współkredytobiorców. Oczywiście bank musi zweryfikować Waszą obecną zdolność kredytową, ocenić sytuację i na tej podstawie podjąć decyzję. Zdarza się, że bank nie chce się zgodzić na tego typu zabieg. Dlaczego? Zwyczajnie jest to dla niego mniej korzystne, ponieważ za spłatę długu będzie odpowiadać jedna osoba, a nie jak dotychczas dwie czy trzy. Co można zrobić, jeśli bank wyda decyzję odmowną? Warto rozważyć przeniesienie zobowiązania do innego banku. Wtedy w tym nowym banku pożyczacie pieniądze samodzielnie i stajecie się jedynymi kredytobiorcami. Nowy bank bardzo często proponuje także lepszą ofertę, więc zyskujecie podwójnie. O tym, jak się odbywa zmiana banku przy tego typu zobowiązaniu, możecie przeczytać TUTAJ. Współkredytobiorca – osoba spoza rodziny? Przeważnie banki zgadzają się na wzięcie kredytu przez dwie osoby, które nie są ze sobą spokrewnione. Tutaj także ta dodatkowa osoba nie musi być jednocześnie właścicielem mieszkania, a jedynie współkredytobiorcą tak jak to ma miejsce w przypadku np. rodziców. Czasami jest to rozwiązanie korzystniejsze – ktoś spoza rodziny będzie w podobnym wieku do Waszego i dzięki temu nie ograniczy okresu spłaty rat. Ważne: zobowiązanie zaciągacie zawsze do 70 lub 75 urodzin najstarszego spośród kredytobiorców. Bank bierze wówczas pod uwagę również współkredytobiorców, czyli np. Waszych rodziców. Jeśli mają oni powyżej 50 lat, okres kredytowania znacząco się skraca, co wpływa na ratę zobowiązania – będzie zdecydowanie wyższa. Prace nad ugodami dla frankowiczów wchodzą w decydującą fazę i Jacek Jastrzębski, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, apeluje do banków, by już teraz podjęły decyzję, czy przystąpią do programu, którego jest autorem. Jastrzębski na początku grudnia wezwał banki do oferowania ugód frankowiczom. Jego zdaniem to ostatni moment na porozumienia. Proponuje, aby potraktować ich kredyty tak, jakby od początku były złotowymi. Skutkowałoby to przewalutowaniem po kursie z dnia zaciągnięcia, co klientowi usuwałoby ryzyko kursowe, a bankowi prawne. Różny ciężar i sytuacja Jednak to kredytodawcy ponieśliby cały koszt umocnienia franka (średni kurs udzielenia to około 2,55 zł, ostatnio oscyluje wokół 4,15 zł, co oznacza wzrost o ponad 60 proc.). Porozumienia mogą kosztować sektor 30–40 mld zł (gdyby do ugód przystąpiło 70 proc. frankowiczów), dlatego banki na razie sceptycznie podchodzą do projektu. Szczególnie że mają obawy o podważanie w przyszłości ugód przez klientów, np. gdyby kurs franka spadł albo WIBOR wzrósł. Do tej pory jednoznacznie pozytywnie o ugodach wypowiedziały się i zadeklarowały przystąpienie do nich państwowe PKO BP i Pekao. Z naszych informacji wynika, że przychylnie patrzy na nie także ING Bank Śląski. Potwierdzają się zatem nasze wcześniejsze informacje, że gotowe na ugody są banki, które mają relatywnie niedużo frankowych kredytów i mają dobrą sytuację finansową (dysponują nadwyżkami kapitału i są zyskowne). W Polsce hipoteki frankowe warte są 98 mld zł. ING odpowiada za zaledwie 0,9 proc. tej wartości, a Pekao za 3 proc. Udział PKO BP w całym rynku jest większy, bo wynosi prawie 22 proc., ale portfel ten w jego własnych kredytach stanowi mniej niż 10 proc. i lider polskiego sektora bez trudności przełknąłby koszt ugód. Kłopotów z taką operacją nie mieliby też Santander i BNP Paribas. Problem w tym, że niektórych banków nie będzie stać na taką operację, bo ich hipoteki w relacji do ogółu kredytów są duże, jak np. w Millennium czy mBanku. Ich zarządy wprawdzie pozytywnie oceniają koncepcję ugód, ale do tej pory nie zadeklarowały, że wezmą udział w programie (ci dwaj kredytodawcy odpowiadają łącznie za 28 proc. franków w Polsce). Zatem na razie tylko trzy banki, mające w sumie 26 proc. czynnych hipotek frankowych, zaoferuje ugody. Z naszych informacji wynika, że mało skłonne do przystąpienia do programu są BPH i Raiffeisen (razem mają 19 proc. franków na naszym rynku), choć ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły. Pod znakiem zapytania stoi więc przystąpienie do programu banków odpowiadających za 73 proc. hipotek w szwajcarskiej walucie. W najtrudniejszej sytuacji jest Getin Noble (10 proc. udziału we frankowym rynku), który już notuje straty, a jego portfel tych kredytów jest ponadczterokrotnie większy niż jego kapitały własne. Trudno zatem liczyć, że przedstawi propozycje ugód swoim klientom. Lepszy sąd czy ugoda? Może się więc okazać, że klienci różnych banków mający podobne umowy zawarte w zbliżonym czasie zostaną zupełnie odmiennie potraktowani: jedni otrzymają od swego banku propozycję ugód, inni nie. – Jest to faktycznie zła informacja. Jeśli nie wszystkie banki przygotują propozycje ugód, to pod znakiem zapytania stoi, czy bank centralny pomoże w płynnej realizacji przedsięwzięcia. Ugody wydają się rozwiązaniem, które może zatrzymać falę pozwów frankowiczów. Kluczowe będą nie tylko warunki, które zostaną zaproponowane dłużnikom, ale też czas, przez który ugody mają być zawierane – mówi Bartosz Turek, analityk HRE Investments. Zarząd NBP w ubiegłotygodniowym komunikacie zaznaczył, że trudno o jednoznaczną ocenę inicjatywy banków, bo brakuje informacji, jaki miałby być zakres operacji i czy oferta przewalutowania zostanie skierowana do wszystkich klientów. NBP dodał, że może pomóc bankom w przewalutowaniu, o ile do ugód przystąpi „odpowiednio liczna grupa banków odpowiadających za większość portfela frankowych kredytów". Może być i tak, że ugody nie okażą się sukcesem, nawet jeśli większość banków do nich przystąpi. Powód to orzeczenie Sądu Najwyższego, które ma zostać przedstawione 25 marca. Jeśli – a wiele na to wskazuje – będzie korzystne dla klientów, mogą być mniej zainteresowani ugodami, które pod względem finansowym mogą dać im mniejsze korzyści niż unieważnienie umowy przez sąd. Dają jednak pewne i szybsze rozwiązanie tej sprawy, nie wszyscy klienci są też gotowi na zakończenie kredytu, niektórzy mogą preferować unikanie postępowania w sądzie, które kosztuje.

który bank nie patrzy na zapytania