krzysztof ziemiec franek ziemiec
„Utracone Odzyskane" to kampania edukacyjna prowadzona w ramach projektu Muzeum Utracone. Znane i cenione osoby wypowiadają się na temat utraconych dzieł szt
Witam, w kolejnym poście przedstawię Wam autograf od Krzysztofa Ziemca. Nasz bohater jest dziennikarzem. Krzysztof Ziemiec na pocz
Frank J. Niemiec, 82, passed away January 20 1996. He is survived by his daughter and son-in-law Stephanie and Leo T. Slattery, grandchildren Ryan Thomas and Andrew James Slattery. Visitation will be held 6-9 PM Monday with a Vigil at 7:30 at the Klein Funeral Home at Champions. Funeral Liturgy will be held 10:30 AM
Wielu też pamięta jego walkę o życie, gdy w 2008 r. uległ poważnemu poparzeniu. Lekarze nie mieli wtedy zbyt optymistycznych rokowań. Ziemiec jednak nie poddał się i po długiej rehabilitacji staną na nogi. Wielokrotnie powtarzał, że nie byłoby to możliwe, gdyby nie wsparcie rodziny i wiara. Krzysztof Ziemiec ma żal do córek
Krzysztof Ziemiec – polski dziennikarz. Był gospodarzem programu Minęła 20, którego wydanie wyemitowano 17 lipca 2022 roku. Wtedy brał udział (KZ) w pojedynku słownym z Robertem Kwiatkowskim (RK): KZ: Rozmawiałem dziś z operatorami. Oni się boją, że przyjdzie taki moment, że nie będzie policjanta ani ochrony. To może być krótka chwila, kiedy ktoś może stracić życie. RK
nonton film blue is the warmest color i follow rivers. Home Książki Autorzy Krzysztof Ziemiec Żródło zdjecia: Wikipedia Ukończył studia na Wydziale Inżynierii Środowiska Politechniki Warszawskiej, a także pracownię radiową polsko-amerykańskiego studium dziennikarskiego. W latach 1994–2002 pracował w Programie III Polskiego Radia, jako prowadzący audycję Zapraszamy do Trójki. Następnie przeszedł do stacji telewizyjnej TVN 24, gdzie prowadził bloki programów informacyjnych i Magazyn 24 godziny. W latach 2004–2006 związany był z TVP1 jako prezenter Wiadomości oraz prowadzący programy publicystyczne Kwadrans po ósmej, Debaty Polaków i A dobro Polski?. Od września 2006 prowadził także Sygnały dnia w Programie I Polskiego Radia. Od października 2006 do października 2007 był prezenterem głównego wydania Panoramy w TVP2. Od października 2007 prowadził Puls Raport w TV Puls. W czerwcu 2008 uległ ciężkiemu poparzeniu w wyniku wybuchu pożaru w jego mieszkaniu. Do prowadzenia Wiadomości w TVP1 wrócił w grudniu 2009. W 2010 w tej samej stacji prowadził programy publicystyczne Z refleksem i Polskie sprawy oraz program Niepokonani. Od stycznia 2011 był gospodarzem programu interwencyjnego Celownik, a od lutego 2011 razem z Markiem Zającem prowadził talk-show publicystyczny Mam inne zdanie. Narrator w filmie dokumentalnym Jan Paweł II. Szukałem Was... (2011). W 2010 otrzymał Tulipana Narodowego Dnia Życia – nagrodę przyznawaną z okazji Narodowego Dnia Życia. Jest laureatem Wiktora za rok 2011 w kategorii prezenter tv, a także dwukrotnym laureatem Telekamery: w 2011 w kategorii informacja – osobowość i w 2012 w kategorii prezenter informacji. W 2012 odebrał Order Ecce Homo. Średnia ocena książek autora 5,9 / 10 508 przeczytało książki autora 465 chce przeczytać książki autora 9 fanów autora Zostań fanem Cytaty Bo wiesz,że nic nie jest oczywiste,dane raz na sobie sprawę,że ty masz to,co inni bardzo by chcieli mieć,a nie mają. Bo wiesz,że nic nie jest oczywiste,dane raz na sobie sprawę,że ty masz to,co inni bardzo by chcieli mieć,a nie mają. Krzysztof Ziemiec Wszystko jest po coś Zobacz więcej Myślę,że zbyt wiele całkowicie zdrowych osób marnuje swoje bierne,znudzone,często nawet nie wiedzą, jak i dokąd czerpią życie garściami, a jednak po latach okazuje się,że tak naprawdę przecieka im ono między stają się używki, a sensem i celem życia zbyt często coś, co można nazwać konsumpcyjnym stylem zdrowie,siłę,możliwości,czyli wszystko...i niewiele z tym robią. Myślę,że zbyt wiele całkowicie zdrowych osób marnuje swoje bierne,znudzone,często nawet nie wiedzą, jak i dokąd czerpią ży... Rozwiń Krzysztof Ziemiec Niepokonani Zobacz więcej dodaj nowy cytat Więcej Popularni autorzy
O 20:40 Ziemiec z Adamczykiem ściskali się, klepali na do widzenia po plecach: "Dobra robota!". Powiedziałam: "Nienawiść TVP będzie miała Twoją twarz". I wtedy zobaczyłam, że Ziemiec ma na piersi naklejone serduszko WOŚP - opowiada Iwona Wyszogrodzka uczestniczka protestu pod TVP - I mówi takie rzeczy o Owsiaku. Jak tak można?" Dziś o 19:30 protest pod TVP Według magazynu „Press” Ziemiec sam od kilku tygodni prosił przełożonych, by zwolnili go z prowadzenia „Wiadomości”. O tym, że nie będzie już prowadził głównego serwisu TVP poinformowały w 2 lutego rano „Rzeczpospolita” i WirtualneMedia. Szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej szybko przedstawił rezygnację Ziemca jako awans i zwiększenie jego roli: „Szanowni Państwo, zmieniamy i wzmacniamy programy informacyjne TVP. Bardzo się cieszę, że w tym procesie mam wsparcie redaktora @KZiemiec który oprócz dotychczasowych aktywności antenowych wkrótce zadebiutuje w nowej roli” – napisał na Twitterze Jarosław Olechowski. Ziemiec ma prowadzić „Teleexspress” i programy w TVP Info. Twarze Telewizji Polskiej są suto wynagradzane. Według „Dziennika Gazety Prawnej” – Krzysztof Ziemiec zarabiał w 2017 roku 33,5 tys. netto. „Zasiewamy dyskomfort” – protestujący pod TVP Od dnia śmierci (14 stycznia 2019) prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza pod TVP pod siedzibą telewizji przy Placu Powstańców w Warszawie odbywają się protesty. Ich inicjatorką jest Elżbieta Podleśna. Uczestnicy trzymają kartki z napisami „TVP łże”, „TVP – fabryka kłamstw, które zabijają”. „Po dwóch tygodniach protestu pod TVP mogę powiedzieć jedno: to działa. Na poziomie, który nie jest spektakularny, ale jest zasiewem. Zasiewem niepewności i dyskomfortu. Poczucia, że jako dziennikarz, producent, researcher, konsultant, technik czy gość TVP nie zawsze dasz radę schować się za szklany ekran. Że zdeterminowani ludzie mogą ci stanąć na linii wzroku i powiedzieć w oczy, co sądzą o twoim działaniu. Że nie jesteś świętą krową, którą nie dopadną żadne słowa krytyki, nie dotknie dezaprobata. Że jednak, jakoś, między jupiterami studia, wnętrzem taksówki czy limuzyny a przytulnością służbowego apartamentu lub zaciszem twojego domu przeciśnie się do ciebie ten uparty głos: TVoja wina” – pisała Podleśna 31 stycznia. Jak pisaliśmy, w 2018 roku w różnych kanałach Telewizji Polskiej o Adamowiczu wspominano prawie 1800 razy – to średnio niemal 5 razy dziennie. Większość materiałów była negatywna. Iwona Wyszogrodzka z Obywateli RP spotkała Krzysztofa Ziemca i Michała Adamczyka (innego prowadzącego główne wydanie „Wiadomości”) podczas protestu pod TVP. Opowiada o tym „Całe pokolenie nie zapomni Twojej twarzy” „To była niedziela, 20 stycznia. Dołączyliśmy do stojącej pod budynkiem TVP codziennie od śmieci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza Eli Podleśnej ok. godz. 19:30. Czekaliśmy na prowadzących główne wydanie „Wiadomości”. Zwykle wychodzą z budynku po 20:30. Było nas tylko czworo: Ela Podleśna, Ola Perzyńska, Paweł Bultrowicz i ja. Najpierw staliśmy przed wejściem od strony ul Jasnej, a potem podzieliliśmy się. Ja z Pawłem przeszliśmy pod wejście od strony Placu Powstańców. Standardowo było z nami kilku policjantów i dwoje ochroniarzy w środku. Wiedziałam, że będzie wychodził jeden z prezenterów, ale nie wiedziałam, kto tego dnia prowadzi „Wiadomości”. Jest ich trójka: Krzysztof Ziemiec, Michał Adamczyk i Danuta Holecka. O 20:40 było nam już naprawdę zimno – marzły nam palce u rąk i stopy. Byliśmy bardzo zmęczeni. I wtedy widzimy dwóch mężczyzn – to byli Ziemiec i Adamczyk. Patrzyli przez drzwi recepcji w naszą stronę. Podeszli, spojrzeli, wrócili. W końcu wyszli. Trzymałam napis „TVP Dość szamba”, a Paweł „TVoja wina”. Podeszliśmy dwa kroki do drzwi. To jest taki moment, że masz pustkę w głowie. Powiedziałam: „Jak wam. Panowie, nie wstyd? To jest wasza wina i wasza odpowiedzialność”. Słowa o odpowiedzialności kierowałam codziennie wobec pracowników, którzy wychodzili z budynku. I co dzień słyszałam: “Co JA mogę?” “To Wasze, panowie, słowa szerzą nienawiść, oddalają nas od siebie. Jak możecie patrzeć na siebie co rano? To Wasza wina”. Patrzyłam na nich obu, używałam formy „pan”. Cały czas ze sobą rozmawiali, nawet nie odwracali głowy. Mam wrażenie, że mają strategię: nie pozwalają się zatrzymać i przerwać small talku. Adamczyk powiedział: „Patrz, co za kultura, nie uszanują tego, że człowiek rozmawia”. Powiedział to w taki sposób, jak byśmy byli nieistotnym szumem w tle. Mimo tych jego słów mówiłam nadal: ta pogarda i nienawiść jest waszą winą, materiałów, jakie zapowiadacie. W pewnym momencie zaczęli się ściskać i poklepywać po plecach. Wyglądało to bardzo teatralnie, jak w operze, i trwało jakieś pół minuty. Klepanie, ściskanie się. W końcu: „No to cześć, dobra robota, fajnie”. Naprawdę padło „dobra robota”! DOBRA ROBOTA. To chyba Adamczyk powiedział. Adamczyk poszedł w lewo, Ziemiec w prawo. Odwracając głowę, powiedziałam do nich obu: „Całe pokolenie nie zapomni Twojej twarzy. Nienawiść TVP będzie miała Twoją twarz”. W tej chwili Ziemiec wyciągnął telefon. Przestałam mówić. Myślałam, że może chce zrobić nam zdjęcie. Stałam naprzeciwko milcząc. I wtedy zobaczyłam coś, co mnie najbardziej uderzyło: Ziemiec miał na piersi naklejone serduszko WOŚP. Było jasne, że kilka dni dzień wcześniej oboje zasililiśmy puszki. Przykleiliśmy serduszka. Jego – było na piersi. Moje – na czapce. Dlatego przestałam mówić. To mną wstrząsnęło. Można wspierać ideę WOŚP, a następnego dnia mówić takie straszne słowa przeciwko Owsiakowi. To jest ten sam człowiek. Nakleił to serduszko, żeby było widoczne. A dwa dni później mówił takie koszmarne rzeczy. A przecież po tym, co on mówi w „Wiadomościach” ludzie piszą i mówią, że Owsiaka trzeba powiesić, a Adamowicz dostał to, na co zasługiwał. Wstrząśnięta tym stałam i milczałam. Wtedy taksówkarz zawołał do Adamczyka: „Jedziemy na Woronicza”. Zrozumiałam, że cała ta jego maska podkładu, szminka, puder nie jest przypadkiem. On teraz jedzie prowadzić „Minęła 20”. Będzie dalej podsycał tę nienawiść. To było niezwykle smutne. Na koniec Adamczyk, wsiadając do taksówki, uśmiechnął się do nas: „Więcej pozytywów, więcej miłości” – mówił i puszczał nam całuski. „Współczuję Ziemcowi” „Pomyślałam o Ziemcu: To jego serduszko mówi, że dziennikarska niezależność nie istnieje. Ten człowiek jest bardziej udręczony niż mi się wydaje. Mam dla niego coś na kształt współczucia. Kiedyś on też był dziennikarzem. Jak cieszył się z nagrody Wiktora [dostał go za rok 2011 jako „najpopularniejszy prezenter telewizyjny”]. To taki ważny zawód. Czwarta władza. Uczy nas demokracji, tego, co jest sprawiedliwe. On też kiedyś tłumaczył ludziom świat. I przestał. Zaczął wypełniać go propagandowym szlamem Ziemiec i Adamczyk są wśród tych, którzy sprawili, że przyglądamy się sobie z dwóch kręgów Polski. Nienawidzimy się, bo podzieliły nas słowa. O jednych się mówi, że to złodzieje oderwani od koryta, a drudzy to nacjonaliści, którzy mają ściśnięte mózgi. Bardzo ciężko nam znaleźć w sobie dobrych ludzi, którzy kochają swoje dzieci, dbają o środowisko, są Polakami, co roku wpłacają na Wielką Orkiestrę i wierzą, że coś dobrego z tego wyniknie. Rozmawiałam podczas tych naszych protestów z operatorami, którzy mi płakali: „Żona jest bezrobotna i co ja mam zrobić?” Montażyści, dźwiękowcy, kierowcy mówili mi: „Proszę pani, kim ja tu jestem?” Ale według mnie obojętność wobec zła to współudział. Takie słowa też miałam na kartce. Odpowiedzialność jest od najniższego szczebla. Mówię pracownikom telewizji, żeby nie dali się zastraszyć. Żeby mówili swoim kolegom i przełożonym: to jest manipulacja. Sami sobie zamykamy usta, sami siebie uciszamy, boimy się, że ktoś nas ukarze, nawet jeśli nie ma kogoś takiego. Wiem, że następnego dnia Ziemiec poszedł na nieoczekiwany urlop. Nie wiem, czy był planowany, czy nasze spotkanie miało jakieś znaczenie. Wiem, że nie będzie już prowadził „Wiadomości”, ale zostaje w TVP. A przecież „Minęła 20” to równie potworny program jak „Wiadomości”. Tak jak cały przekaz płynący z Placu Powstańców i Woronicza. Współczuję Ziemcowi, myślę, że nikt z jego kolegów dziennikarzy nie nazwie go już dziennikarzem. Nie wiem, jak mógłby odpracować to, co zrobił. Bo przecież wszyscy chcemy być dobrymi ludźmi, wierzymy, że jesteśmy po jasnej stronie, robimy dobre rzeczy” Dziś, w sobotę o staniemy w porze wieczornym Wiadomości pod TVP i milcząc zaprotestujemy wobec tej koszmarnej rządowej propagandy, która doprowadziła do pogardy, nienawiści, tylu napaści na ludzi i śmierci. Dość złych słów. Będziemy milczeć. Nowa prowadząca „Wiadomości”: „kandydat PiS niestety przegrał” W „Wiadomościach” Ziemca zastąpi Edyta Lewandowska. To ona prowadziła debatę kandydatek i kandydatów na prezydenta Warszawy. Wystąpiła tam w roli rzeczniczki Patryka Jakiego, gdy Andrzej Rozenek, kandydat SLD, zaatakował wiceministra z PiS. Rozenek: „Panie Jaki, ja widzę festiwal fałszywych twarzy. Kiedy pan jest prawdziwy? Kiedy pan jest prawdziwy – kiedy pan wspiera antyszczepionkowców, czy dziś, kiedy szczepionki wspiera? Kiedy jest pan człowiekiem Macierewicza i chce burzyć Pałac Kultury, czy dzisiaj, kiedy pan się tego wypiera? Jest pan pisowcem, a nie człowiekiem bezpartyjnym”. W tym momencie Lewandowska wtrąciła: „Patryk Jaki już odpowiadał na takie zarzuty w naszych serwisach informacyjnych”. Jacek Nizinkiewicz, dziennikarz „Rzeczpospolitej” przypomniał na Twitterze inną sytuację z jej udziałem: „Pani, która teraz zastąpi red. Ziemca w Wiadomościach, dwa lata temu w TVP Info próbowała nie dopuścić, żebym wypowiedział się po tym, jak pokazałem serduszko WOŚP na antenie sprzeciwiając się ocenzurowaniu Orkiestry przez TVP”. Po ogłoszeniu wyników drugiej tury wyborów samorządowych w Gdańsku, gdy było już wiadomo, że kandydat PiS, Kacper Płażyński, przegrał z Pawłem Adamowiczem, Lewandowska powiedziała na wizji: „Zobaczymy i usłyszymy, co kandydat na prezydenta, który niestety w drugiej turze wyborów samorządowych przegrał, ma do powiedzenia”. Rzeczniczka prasowa kandydata Jakiego odniosła się do zarzutów Andrzeja Rozenka. — TVΠ Korea 🇰🇵 🎱 (@tvpiKorea) October 12, 2018 Ziemiec w 2016: „Będziemy mieli zastępy może „swoich”, ale tępych koniunkturalistów” Rok po wygranych przez PiS wyborach, w październiku 2016 Ziemiec pisał w „Rzeczpospolitej” („Plus Minus”): „Marzyło mi się, że PiS będzie miał dla pokonanych jakąś polityczną ofertę współdziałania, aby nie czuli się upokorzeni. Opozycja pewnie i tak by ją odrzuciła, ale przynajmniej opinia publiczna dostrzegłaby nową jakość. Niestety, w polityce miłosierdzia nie ma i nie będzie – nawet w Roku Miłosierdzia. Zamiast tego mamy wyrzynanie »obcych« i zagarnianie kolejnych przestrzeni przez »swoich«. Nastąpił szturm ludzi związanych z władzą na lukratywne i wpływowe stanowiska (zjawisko tzw. Misiewiczów) – co gorsza, wielu polityków rządzącej partii nie widzi nic w tym złego. Czy w ten sposób działać powinno ugrupowanie obiecujące realną zmianę, także etyczną? Taki styl musiał wyborców zwycięskiej partii zaboleć, i to bardzo. A warto pamiętać, że PiS w 2015 roku wygrał nie tylko dzięki mobilizacji swojego twardego elektoratu, ale też dzięki demobilizacji oponentów. Na partię Kaczyńskiego tym razem głos oddali »normalsi« – ludzie, którzy nigdy nie wchodzili w większe czy mniejsze układy, a zawsze starali się po prostu uczciwie żyć i pracować. Rządzący nie docenili tej grupy, nie mają dla »normalsów« żadnej oferty, żadnej propozycji – na przykład dla ekspertów bez partyjnych legitymacji czy koneksji. Władza woli otaczać się ludźmi niedouczonymi, ale pokornymi, gotowymi bezrefleksyjnie wykonywać polityczne zlecenia. W pochodzących ze „starego rozdania” pracownikach widzi tylko wrogów, którzy będą stawiać tylko opór »dobrej zmianie«. (…) Czasem można mieć wrażenie, że ludzie, którzy tak mocno krytykowali paneuropejską liberalną »pierekowkę« współczesnego człowieka, teraz robią to samo, tylko w drugą stronę. Uważają, że jeśli ktoś gotów jest w jakiejkolwiek sprawie przyznać rację ich politycznym oponentom, to staje się zdrajcą. Czyżby zapomnieli, że bez samodzielnego myślenia nie uda się żadna, nawet najlepiej zaplanowana zmiana? A zamiast nowego »lepszego« człowieka będziemy mieli zastępy może »swoich«, ale tępych koniunkturalistów”. Aktualizacja: W sobotę 2 lutego 2019 podczas protestu pod TVP z budynku wyszła Magdalena Ogórek prowadząca tego dnia program „Minęła 20” i „Studio Polska”. Protestujący krzyczeli do niej „Wstyd i hańba”, „Kłamczucha” oraz „Zatrudnijcie dziennikarzy”. Jej samochód został oklejony hasłem „TVoja wina”. Policja eskortowała Ogórek, a ona sama opisała wydarzenie na Twitterze: „Auto oplute, porysowane, obklejone całkowicie naklejkami, wyzwiska, rzucanie się pod koła. Szarpanina i przemoc. Tak wyglądał mój wyjazd z TVP. A oni się cieszą i wklejają film”. Elżbieta Podleśna, inicjatorka protestów pod TVP napisała na Facebooku: „Tak, „napadliśmy” na Magdalenę Ogórek. Odprowadziliśmy ją do samochodu. Pokazywaliśmy jej kartki z hasłami. Obkleiliśmy jej samochód łatwo usuwalnymi nalepkami. Kilkoro z nas siadło na ziemi, by dłużej musiała patrzeć na napisy. Nie wiem, czym różni się Ogórek od Ziemca, Kuchcińskiego czy Kaczyńskiego. Nie wiem, w czym polityczka i dziennikarka opresyjnego medium jest różna od agresywnego policjanta. Nie, nie mam wyrzutów sumienia. Bo jedyne, co mam do dyspozycji, to mój głos, moje ciało i moja niezgoda. Nie mam kamer ani szpalt, którymi mogłabym docierać do ludzi”. Agata Szczęśniak Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Uczy na Uniwersytecie SWPS. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.
Krzysztof Ziemiec odszedł z TVP?Krzysztof Ziemiec po swoim kontrowersyjnym epizodzie z Gdańska ma spore kłopoty. Dziennikarzowi grozi zwolnienie, a on sam kolejny raz uciekł przed afera na Ziemiec od czasu dobrej zmiany nieustannie plasuje się w czołówce ulubionych dziennikarzy TVP. Prezenter wielokrotnie był krytykowany przez widzów telewizji publicznej, jednak nadal pozostawał główną gwiazdą Wiadomości. Ostatnio znalazł się na widelcu po śmierci Pawła Adamowicza i wygląda na to, że w ten sposób zakończył swoją współpracę z ataku na Pawła Adamowicza Ziemiec prowadził wydanie Wiadomości z Gdańska. W jego programie pojawił się zmanipulowany materiał Marcina Sawickiego o mowie nienawiści. Ziemiec pokazał w nim jedynie wypowiedzi polityków PO i osób kojarzonych z opozycją. Internauci zarzucali stacji brak rzetelności i manipulowanie faktami, a dziennikarz zniknął z Polska próbowała wielokrotnie skontaktować się z dziennikarzem, pytając o to, czy wróci do prowadzenia głównego wydania Wiadomości. Ziemiec odpowiadał jednak bardzo wymijająco:Po tym wszystkim wziąłem urlop. Na razie postanowiłem się nie wypowiadać w żadnej sprawie. Nie komentuję plotek na temat swojego odejścia – mówiłOstatecznie okazuje się, że Ziemiec sam poprosił o zwolnienie go z obowiązku prowadzenia głównego wydania Wiadomości. Jak donosi wydanie programu z 14 stycznia było jego ostatnim:Z naszych ustaleń wynika, że Ziemiec dołączy do grona gospodarzy programu „Teleexpress”. Ten program czekają również inne zmiany – przebudowana ma zostać scenografia. Ziemiec zadebiutuje w roli prowadzącego „Teleexpress” jeszcze w lutym – czytamy na tęsknić za Krzysztofem Ziemcem?Tak „Wiadomości” pokazały sukces Donalda Tuska… Smutne?Gwiazdy kwestują na warszawskich Powązkach: Odeta Moro, Beata Tadla, Adam Zdrójkowski, Krzysztof IbiszJerzy Owsiak ostro odpowiada Jackowi Kurskiemu i TVP: „Wstydź się! To rzeczy niepojęte!” Krzysztof Ziemiec - Powązki 2018Krzysztof Ziemiec - Kwesta na Powązkach 2017Krzysztof Ziemiec Gala Lodołamacze 2016Kuba GórskiFan opery, ładnych nóżek i dobrych, kolorowych napojów.
Tego psa miało nie być, bo wszyscy jesteśmy alergikami. Mieliśmy już przykre doświadczenie ze świnką morską. Najstarsza córka Mania tak się dusiła, że podejrzewaliśmy jakąś poważną chorobę, a okazało się, że wszystkiemu była winna alergia na zwierzę. Szybko więc musieliśmy świnkę oddać w dobre ręce. Choć zawsze lubiłem zwierzęta, pewnie nigdy nie zdecydowałbym się na psa, gdyby nie wizyta u szkolnej pani psycholog. Zapytała nas, czy wiemy, jakie jest największe marzenie naszej 10-letniej wtedy córki Mani. Okazało się, że marzyła o piesku. Wtedy nas olśniło, że przecież często rysowała siebie z pieskiem prowadzonym na smyczy. Zawsze staraliśmy się z żoną obdarzać całą trójkę dzieci równą miłością i atencją, ale Mani brakowało kogoś, kto byłby tylko jej, komu mogłaby się zwierzyć i do kogo mogłaby się przytulić. Dla jej prawidłowego rozwoju i lepszego samopoczucia mieliśmy rozważyć zakup psa. Kiedy po tej wizycie poruszyliśmy temat w domu, Mania płakała ze szczęścia, ale łzy radości mieszały się ze łzami smutku, bo zdawała sobie sprawę z alergii na zwierzęta nie tylko swojej, ale i mamy, taty i rodzeństwa. Dido od Franciszka Żona nie dała jednak za wygraną. Postanowiła znaleźć psa, który nie uczula. Słyszeliśmy o portugalskim psie dowodnym prezydenta Baracka Obamy, w którego rodzinie był podobny problem, ale uznaliśmy, że tak duże zwierzę nie nadaje się do mieszkania w bloku. Przeglądając internet, żona natrafiła na maltańczyka. Spełniał wszystkie wymogi: był mały, niekłopotliwy, bardzo rodzinny, odporny na choroby, no i mądry. I taki właśnie maltańczyk Dido trafił do nas rok temu z hodowli w Częstochowie. Mania, gdy tylko może, wychodzi z Didem na spacery i choć ma tylko 11 lat, potrafi się nim doskonale zaopiekować. Nasz pupil jest zrównoważony, radosny, przyjazny i łatwo się z nim dogadać. Nie wybrał sobie jednego pana, nie pokazuje, że kogoś ma w nosie. Nie stroi fochów. Obdarza nas swoją miłością po równo. Myślę, że w życiu mało rzeczy dzieje się przypadkowo. Nasz 6-letni synek Franio zauważył niedawno, że św. Franciszek, jego patron, jest także patronem braci mniejszych. Zapakujcie mnie, jadę z wami Z dzieciństwa pamiętam tylko koty, które mieszkały u babci i dla których moja mama, w czasach, kiedy wszystko było reglamentowane, zdobywała cudem świeże rybki. Koty były dla babci najważniejsze. Jedyny dotąd kontakt z psem miałem jeszcze w podstawówce. Razem z kolegą, dziś także dziennikarzem – Jarkiem Kulczyckim, i jego wilczurem spędzaliśmy wolny czas na Polu Mokotowskim. My na rowerach, a on biegał radosny za nami. Pewnie dlatego wydawało mi się, że prawdziwy, fajny pies to wyżeł, dog czy owczarek niemiecki. Sądziłem, że tylko takie czworonogi są mądre i mają charakter. Jak bardzo się myliłem, zrozumiałem dopiero teraz, kiedy mam maltańczyka. Na początku trochę dziwnie się czułem z małym, białym pieskiem. Ale dziś w ogóle się tym nie przejmuję, bo już wiem, że Dido ma swoją wartość. A kiedy przechodnie zachwycają się jego urodą, to jestem z niego bardzo dumny! Najbardziej urzeka mnie w nim jego niezwykła inteligencja. Był z nami zaledwie parę miesięcy, kiedy wybieraliśmy się na ferie zimowe do Krynicy. Walizki stały jeszcze niepozamykane i raptem w jednej z nich znalazł się nasz maltańczyk. Wyczuł, że wyjeżdżamy, i postanowił nam w ten sposób powiedzieć: „Zapakujcie mnie, jadę z wami”. Szybko też pojął, że dzieci rano wychodzą do szkoły i zamiast, jak to bywało na początku, próbować czmychnąć przez uchylone drzwi za nimi, kładzie się grzecznie z łebkiem opartym na skrzyżowanych łapkach, pogodzony z tym, że zostaje bez nich. I tylko jego oczy zdają się mówić: „Ja tu czekam, wróćcie do domu”. Mobilizuje do ruchu Wydawało się, że przy trójce małych dzieci (oprócz Mani i Frania mamy jeszcze 8-letnią córkę Olgę) i moim trybie pracy, nie damy sobie rady z kolejnymi obowiązkami. Ale zarówno mądry wybór rasy, jak i dobra organizacja są naszymi sprzymierzeńcami i dziś trudno by nam było wyobrazić sobie dom bez Dida. Bezsprzecznie to zasługa mojej żony, która w zarządzaniu domem jest mistrzynią świata. Wstaje przed szóstą rano i wychodzi z psem na spacer. Potem razem z nim biegnie po pyszne świeże pieczywo do pobliskiej piekarni. Kiedy dzieci i ja szykujemy się do wyjścia, ona przygotowuje śniadanie. Około 13, jeśli jestem w domu, zabieram Dida na kolejny spacer. Popołudnie, po powrocie ze szkoły, należy do dzieci. Najważniejsze dla mnie i dla Dida jest wieczorne wyjście. Pies doskonale mobilizuje do tego, żeby się ruszać. Wielokrotnie obiecywałem sobie, że zacznę chodzić na siłownię, że od kolejnego poniedziałku poćwiczę „brzuszki” etc., ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Psu nie mogę powiedzieć, że nie mam czasu albo chęci. Biegamy więc razem co wieczór, raz on mnie przegoni, raz ja jego i potem obydwaj czujemy zdrowe zmęczenie. Tak staliśmy się kumplami i bardzo się lubimy.
Nie miałem pretensji - dlaczego ja? Raczej pytałem: skoro ja, to po co? Czy to ma głębszy sens? Do dziś zadaję sobie te pytania. Może jedną z odpowiedzi jest książka, którą napisałem - mówi Krzysztof Ziemiec, dziennikarz telewizyjnych "Wiadomości", autor książki "Wszystko jest po coś".Zaczniemy tytułem Pana książki: wszystko jest po coś?Krzysztof Ziemiec: - W życiu każdego człowieka - nie mam wątpliwości - wszystko jest po coś. Niektórzy nazwą to przypadkiem, inni zrządzeniem losu czy wolą boską, ale to ma wspólny mianownik. Jak Pan nazywa swoje, tragiczne, doświadczenie? Przypadek, nieuwaga?- W letni czerwcowy wieczór, tuż przed godz. 23, żona nastawiła w tygielku parafinę kosmetyczną, żeby zanurzyć w niej dłonie. Jest alergikiem, pękała jej skóra na dłoniach, a parafina przynosiła ulgę. Zapomniała o niej i poszła do łóżka. Dzieci spały, a ja po całym dniu odmakałem w wannie i Bogu dzięki - mam długi nos - poczułem, że coś mi dziwnie pachnie jakąś smażeniną. Wyszedłem z wanny, w kuchni zobaczyłem łunę. Parafina uległa samozapłonowi. Najpierw - jako stary harcerz - przykryłem garnek pokrywką licząc, że odcięcie powietrza zdusi ogień, ale wtedy nastąpił wybuch. Chciałem to wynieść. Nie pomyślałem, że garnek był rozgrzany do czerwoności i wypadnie mi z rąk. Płonąca parafina oblała mnie i podłogę. W ten ogień padałem, wstawałem. W korytarzu natychmiast zajęła się, kupiona kilka tygodni wcześniej szafka. Nad nią były korki, które się przepaliły, wszystko wysadziło. Trwało to sekundy, może minuty. Myślał Pan o dzieciach, żonie?- Biegałem między kuchnią a balkonem wzywając pomocy. Mieszkaliśmy w bloku na drugim piętrze. W pewnym momencie drzwi zaczęły się palić i pomyślałem sobie, że albo spalimy się żywcem, albo nadzieję się na ten płonący ruszt. Udało mi się je otworzyć, dzięki temu wszystko dobrze się skończyło. Jak Pan sobie radził z bólem?- Radzić to złe słowo. To było jedno wielkie pasmo cierpienia. Ból trudny do opisania. Nie było przed nim ucieczki. Brałem morfinę, choć się przed tym wzbraniałem, ale bez niej chodziłbym po ścianach. Opieka?- Najlepsza ze strony pielęgniarek, które często były mi jak siostra lub matka. Kiedy dowiedziały się, że jestem dziennikarzem, to początkowo chciały mi chyba trochę utrzeć nosa, bo opinia o nas - dziennikarzach nie jest najlepsza: forsy w bród, kilkanaście kochanek i kolejne żony. Prowadził Pan wcześniej intensywny tryb życia?- Bez szaleństw. W moim wieku, mając rodzinę, nieodpowiedzialnością byłoby branie się za sporty ekstremalne. Przed pożarem prowadziłem normalny tryb życia: praca i dom. Nie unikałem obowiązków. Byłem wściekły sam na siebie, że stałem się kulą u nogi, czwartym dzieckiem. Kiedy skończyły się wakacje, żona najpierw rozwoziła dzieci do szkoły i przedszkola, później niemalże brała mnie na plecy, bo trzeba było jechać na rehabilitację, robiła zakupy, odwoziła mnie do domu, po dzieci... Po prostu Bardzo mocno stąpa po ziemi. Poderwałem ją na niemodny garniturek i historyjkę, że rano rozwożę mleko enerdowskim roburem. Pan w Boga?- Wcześniej byłem normalną osobą religijną. Jestem indywidualistą, lubię wszystko przeżywać samodzielnie. Wiara jest dla mnie fundamentem. Odwiedzali mnie różni ludzie w szpitalu i mówili: "Dlaczego akurat ciebie to spotkało? Ty, porządny człowiek i takie nieszczęście".Nigdy tak nie myślałem. Nie miałem pretensji - dlaczego ja? Raczej pytałem: skoro ja, to po co? Czy to ma głębszy sens? Do dziś zadaję sobie te pytania. Może jedną z odpowiedzi jest nasze spotkanie? Książka, którą napisałem? Gdyby nie przytrafiła się Panu ta tragedia, byłoby tak samo?- Wiele osób pyta mnie, dlaczego nie mówiłem o tym przed pożarem. Bo nikt mnie o to nie pytał. Dziś ludzie pytają, a ja odpowiadam. Może delikatnie przekonuję do ideałów, które wyznaję. Wolę pokazywać czynem, a nie słowem, że one są dobre. Te czyny to spotkania z ludźmi, a mam ich bardzo dużo w Polsce, rozmowy i film. W jaki sposób został Pan narratorem filmu "Jan Paweł II. Szukałem was..."?- Siedem, osiem miesięcy po wypadku, kiedy z ledwością sobie radziłem, dostałem telefon z taką propozycją. Pomyślałem, że ktoś sobie ze mnie żartuje, tak jak to mają w zwyczaju niektóre rozgłośnie radiowe. Odmówiłem. Pani zadzwoniła ponownie - poradziłem, żeby wzięli sobie kogoś lepszego. I dopiero musiał zadzwonić reżyser, który zapewnił, że to nie żarty i naprawdę chcą mnie w tym miały być w Watykanie, Ziemi Świętej, Ameryce Południowej, Afryce. Myślałem, że to mi się śni. Zdjęcia zaczynały się za pół roku, co mnie dodatkowo motywowało, żeby przyłożyć się do rehabilitacji. Osoba Jana Pawła II pomagała?- Dziś mówi tak prawie każdy i jest w tym racja. Gdyby Jan Paweł II nie chciał, to nie wziąłbym udziału w filmie. To mi się układa w logiczną całość. Kiedy byłem reporterem radiowej "Trójki", reporterów było trzydziestu, a obsługa trzech pielgrzymek padła na mnie. Śmierć papieża, beatyfikacja - to samo. Kiedy leżałem w szpitalu, Paweł Zuchniewicz, autor książek o papieżu, przyszedł do mnie i podarował mi obrazek z fragmentem ornatu Jana Pawła II i modlitwą o jego beatyfikację. Pewnie nigdy się nie dowiem, czy to pomogło w moim powrocie do zdrowia. Podchodzę do tego z pokorą. Miałem łaskę, że zagrałem w tym e-wydanie »
krzysztof ziemiec franek ziemiec